Wpisy - październik 2011.

Planują obronę Warszawy i komputery zamiast urzędników

Czy pracownicy miejskiego biura architektury mogą stracić pracę? Z czasem może ich zastąpić komputer, który zadecyduje czy i komu inwestycji wydać pozwolenie na budowę. Jak to możliwe? Odpowiedzi poznają uczestnicy warsztatów OSSA 2011.

Warsztaty zaczęły się w niedzielę i potrwają do soboty. Z całej Polski i Europy zjechała do stolicy ponad setka studentów architektury. Biorą udział w warsztatach zorganizowanych po raz XV przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Studentów Architektury.

Same warsztaty przypominają trochę przygotowania do kolejnego studenckiego protestu lub okupację publicznego budynku. Przestronny pawilon rzeźby przy Wydziale Architektury wygląda w tej chwili jak squot, szczególnie w czasie wykładów. W sali jest wtedy ciemno, bo prowadzący cały czas pokazują coś na ekranie. Na wielkich stołach świecą się ekrany dziesiątek laptopów, a przy nich studenci słuchający prezentacji lub skupieni na swojej pracy. Z tyłu kąt z czajnikami produkującymi kawę za kawą i miejsce z kanapami, gdzie niektórzy łapią odrobinę snu.

Nic dziwnego – program warsztatów jest napięty, o organizatorzy zadbali też o to, by studenci nie nudzili się po pracy. Wieczorami spotykają się w klubach. Czy tak zaczyna się architektoniczna rewolucja?

Urzędnicy do lamusa

Uczestnicy warsztatów zostali podzieleni na zespoły. Każdym ma swojego tutora – to architekt z doświadczeniem, pracujący w zawodzie od lat. Są wśród nich przedstawiciele różnych podejść i nurtów, więc każdy zespół pracuje trochę inaczej.

Na przykład grupa pracująca pod okiem Jacka Markusiewicza i Andera Gortazara Balerdi do czwartkowego popołudnia nie zaczęła jeszcze tworzyć swojego projektu. – Pokazujemy, jak działa technologia, którą posługujemy się na co dzień – mówi Markusiewicz, wysypując z tekturowego pudełka transformatory, kable i obwody scalone. – Z tych elementów można stworzyć urządzenia, które reagują na dźwięk, zmianę światła lub temperatury. Inne elementy można zaprogramować tak, by zależnie od tego, co wykryje czujnik, zachowały się w określony sposób. Tak powstają np. interaktywne elewacje czy inteligentne budynki – tłumaczy Markusiewicz.

Jego grupa raczej nie stworzy do soboty przełomowego projektu dla Warszawy. – Stworzą pewnie jakiś drobiazg. Ale od sakli ważniejsze jest, żeby poznali możliwości, z którymi na studiach mogliby się nawet nie spotkać – tłumaczy Piotr Zbierajewski, jeden z organizatorów OSSY.

A Markusiewicz prezentuje program, który napisał na zamówienie jednego ze swoich klinetów. Po wprowadzeniu parametrów działki, komputer określa, co można na niej zbudować zgodnie z bardzo skomplikowanym, libańskim prawem budowlanym. Od razu pojawia się pytanie, czy można napisać coś takiego dla Warszawy?

- Na pewno nie w czasie tygodniowych warsztatów – śmieje sikę Markusiewcz. I dodaje: – Oczywiście, jest to możliwe. Zamiast składać wniosek o warunki zabudowy czy pozwolenie na budowę, inwestor przysłałby tylko plik z parametrami budynku. Urzędnik wprowadzałby do komputera, a program od razu informowałby go, czy budynek jest zgodny z planem miejscowym i prawem budowlanym, np. czy nie zabiera światła sąsiadom – tłumaczy architekt.

Twierdza Warszawa gotowa do obrony

Gdy jedna grupa uczy się, jak oprogramować sprzęt komputerowy, inna z pomocą tradycyjnej kalki i markera szuka tymczasem pomysłu na markę Warszawy. Tu pieczę nad wszystkim sprawują architekci z Grupy Centrala, znanej z architektonicznych prowokacji, np. pomysłu przeniesienia Rotundy na środek ronda Dmowskiego. Co robią ich podopieczni? – Zastanawiamy się, czy Warszawa ma nieznane oblicze, które za pomocą metod architektonicznych i urbanistycznych można by było wydobyć – mówi opiekunka grupy, Kasia Rogala.

Idąc zadanym przez organizatorów tropem tytułowych fatamorgan, czyli architektonicznych wizji, których z różnych powodów nie widać gołym okiem, znaleźli ciekawą zależność. Na jednej mapie oznaczyli układ warszawskich fortyfikacji i obiekty komercyjne, takie jak stadiony i centra handlowe. Ku zaskoczeniu, okazało się że te ostatnie wpisują się niemal dokładnie w układ XIX-wiecznej twierdzy Warszawa. – Snujemy więc wizję miasta, którego infrastruktura chroni mieszkańców i zapewnia im bezpieczeństwo. A jednocześnie zastanawiamy się, co by się stało gdyby dziś wybuchł tu konflikt. Czy Fort Wola albo Arkadia stałyby się punktami obrony? – zastanawiają się studenci.

I choć takie wizje mogą w Warszawie kojarzyć się z dramatyczną historią II wojny światowej, to nie da się ukryć, że wpływ na kształt miasta miała nie tylko wojna już zakończona, ale też ta, która dopiero miała nadejść. – Szerokie ulice w centrum miały utrudniać budowę barykad, a plac Defilad mógł służyć jako lotnisko. Linia metra może być schronem, a budynków wyposażonych w bunkry jest przecież więcej – przypominają studenci.

A organizatorzy dodają: – To nie są warsztaty realizacyjne. Nie chodzi o to, by powstały gotowe projekty. Ważniejsza jest sama praca i możliwość zetknięcia się z ludźmi, którzy w swojej pracy korzystają z nowości technologicznych lub zaskakują nieszablonowym podejściem. To główna wartość OSSY – tłumaczy Piotr Zbierajewski.

Tak czy inaczej, w sobotę po południu wszystkie zespoły będą prezentować efekty swoich zmagań. W pawilonie rzeźby przy Wydziale Architektury odbędzie się otwarta dyskusja i wystawa prac. Wstęp wolny, początek o 13:00.

Karol Kobos
wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Metalowa kula toczy się na plac Defilad

Trzymetrowa, magnetyczna kula toczy się przez Warszawę. Po drodze porywa małe, metalowe przedmioty. Oblepiona nimi staje w sercu miasta: na trybunie przed Pałacem Kultury. Po co? Dlaczego? Czemu właśnie tu?

Błyszczące przedmioty, które nic nie znaczą – to właśnie oblepia metalową kulę, która w piątek zatrzyma się na placu Defilad. Postawi ją tam Ryan Gander, brytyjski artysta zaproszony do Warszawy przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Plac Defilad jak magnes

Muzeum, wspólnie z ratuszem zainauguruje tu projekt „Nowe miejsce”. Ratusz zamierza przygotować mapę miejsc, w których artyści będą mogli realizować projekty w przestrzeni publicznej. Ma też przygotować ścieżkę administracyjną, która ułatwi zdobywanie pozwoleń na takie projekty. Wszystko po to, by ożywić różne fragmenty miasta.

Za wybór projektów odpowiadać będzie MSN, a pierwszym miejscem będzie właśnie trybuna przed Pałacem Kultury i Nauki. - Gdy je wybieraliśmy, wydawało nam się, że niebawem ruszy budowa muzeum, a plac Defilad powoli zacznie się zmieniać w prawdziwe centrum miasta. Sztuka miała być zwiastunem nadchodzącej modernizacji – tłumaczy Joanna Mytkowska, dyrektor MSN.

Stało się jednak inaczej – zamiast budowy muzeum, na placu stanął blaszany pawilon z zapleczem budowy metra. Obok trybuny w najlepsze działa zaś półoficjalny, pozbawiony infrastruktury dworzec autobusowy.

>> „TAK DLA SŁOIKÓW” KAROL KOBOS O DWORCU POD PKiN <<

- Panuje tu straszny chaos, jakaś namiastka miejskiego życia, które nie potrafi wypełnić tej pustki wokół. Praca Gandera wpisuje się w to wszystko w przewrotny sposób, bo przecież plac Defilad niczego i nikogo dziś nie przyciąga. Może tej kuli uda się to przełamać? – zastanawia się Mytkowska.

Tylko do Euro

Paradoksalnie wtedy, gdy na plac zawita życie, rzeźba będzie musiała zniknąć. W czasie Euro 2012 będzie tu strefa kibica. To jednak nie koniec obecności sztuki w tym miejscu. – Mamy nadzieję, że ratusz da się namówić na kontynuowanie tego projektu i w kolejnym konkursie wybierzemy następną pracę. Co roku mogłoby tu stawać coś nowego, tak jak dzieje się to np. na londyńskim Trafalgar Square – przekonuje Magda Lipska z MSN.

Ryan Gander tworzy w przestrzeni miejskiej. Jedną z jego najgłośniejszych prac była rzeźba przedstawiająca ruiny zawalonego pomnika „Szczęśliwego księcia” z opowiadania Oscara Wilde’a. Stworzył ją w Nowym Jorku. W Amsterdamie i Berlinie zachęcał ludzi do zwiedzania miasta z mapami przedstawiającymi siatkę współczesnych ulic przemieszanych z historycznymi, zmuszając ich do fizycznego zmierzenia się z historią miasta. Warszawska instalacja ma z placu Defilad stworzyć miejsce, które będzie przyciągać nie tylko przedmioty, ale i ludzi.

- Inspiruje nas przykład Bogoty, gdzie duże zmiany w tkance miejskiej zaczęły się od tworzenia placów, miejsc spotkań, miejsc, w których ludzie chcą ze sobą przebywać. To okazało się równie ważne jak poprawa komunikacji i pozwoliło poprawić jakość życia w mieście. W Warszawie odnosi się to bezpośrednio do tego dzikiego dworca, który powstał na pl. Defilad – tłumaczy Lipska.

Odsłonięcie rzeźby: piątek, 28 października, godzina 20:00.

Karol Kobos
wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Komiksowy dzielnicowy Departament Propozycji


Relacje z dzielnicowego Departamentu Propozycji rysuje Monika Dzik.

Relacja Karola Kobosa.

Departament Propozycji prowadzi Magda Mosiewicz.

 

 

Tu mieszka nasza spółdzielnia

 

Podczas drugiego spotkania dużą część pracy włożyliśmy w wyobrażenie sobie szczegółów naszej spółdzielni. Na potrzeby warsztatów Darek Hyc i grupa jego architektów zaproponowali działkę na rogu ul. Topiel i ul. Zajęczej. Wybrana została ze względu na swoje centralne położenie, zróżniocowaną rzeźbę terenu (nad ulicą wznosi się skarpa wiślana), dostępność Wisły i miejskich udogodnień pod  postacią sklepów, kawiarni, przedszkoli i szkół. Zadaniem uczestników było podjęcie kilku kluczowych z puntku widzenia kształtu i układu budynku decyzji. O tym, gdzie powinno znajdować się ich mieszkanie, jakie  przestrzenie wspólne znajdują się w środku budynku, jakie przestrzenie łączą go z okolicą i wreszcie – jak budynek powinien wyglądać pod względem estetycznym. Jak się okazało, mieszkańcy spółdzielni chcą nie tylko otworzyć się na dalszych sąsiadów i częściowo stworzyć mechanizmy samoutrzymywania się spółdzielni, ale również zwiększyć okoliczną ofertę miejsc przyjaznych studentom, dzieciom, czy ogólnie służących tworzeniu się wspólnoty lokalnej. Jakie wnioski płyną z poszczególnych zadań? Zobaczcie sami, co napisali prowadzący warsztaty architekci.

 

Dom w kształcie klepsydry

Jedno z warsztatowych zadań polegało na pracy na uproszczonej makiecie przedstawiającej założoną lokalizację spółdzielni. Uczestnicy warsztatów dostali stos piankowych klocków różnej wielkości, które symbolizowały mieszkania 30 i 60 metrowe. Uzbrojeni w pianki i druciki,  przymocowywali “swoje mieszkanie” do wystających z makiety pionów komunikacyjnych. W ten sposób mogli określić, na którym piętrze chcą mieszkać, jaki mieć widok z okna i z której strony świata. Spodziewaliśmy się uzyskania przedziwnej, nie przypominającej niczego formy… i taki też efekt udało się wspólnie osiągnąć!
Ćwiczenie miało pomóc architektom i uczestnikom określić, jakie strefy budynku i lokalizacji mieszkania są najatrakcyjniejsze dla funkcji mieszkaniowych i najbardziej pożądane. Dzięki temu, projekt budynku będzie mógł możliwie najpełniej odpowiedzieć na te potrzeby. Natomiast luki w strukturze modelu, które okazały się być mało atrakcyjne jako powierzchnie mieszkalne, będą kolejną wskazówką  podczas poszukiwania lokalizacji dla powierzchni wspólnych i funkcji pomocniczych spółdzielni.
Wielkim powodzeniem cieszyły się strefy około-dachowe, przez wzgląd na łatwość zagospodarowania dachu ogrodami i niemal gwarantowany niezakłócony widok na dalszą okolicę dający oddech w ciasnym mieście, a także inspirację przy pracy twórczej.
Mieszkanie na jednej z ostatnich kondygnacji ma dawać też efekt pewnej izolacji od reszty budynku poprzez uniknięcie niekomfortowego poczucia że ktoś “chodzi nad nami”. Stąd, wiele mieszkań lokowano na piętrach  ok 5,6  które dają szansę na spojrzenie ponad okolicznymi budynkami  w kierunku skarpy warszawskiej i rozciągającego się na wschód Powiśla, a także bezpośredni nie zakłócony okolicznymi drzewami dostęp do światła dziennego. Za graniczną wyskość budynku podawano od 4 do 6 pięter. Spora grupa mieszkańców uznała za atrakcyjny również parter i pierwsze piętro, ze względu na bliskość ogrodu i większą dostępność komuniakcyjną mieszkania.
Z uzyskanej formy można łatwo wywnioskować, że najmniej interesujące okazały się piętra 2-4, jako jeszcze nie oferujące żadnych szczególnych atrakcji a już implikujące trudności związane z mieszkaniem w budynku piętrowym. W efekcie uzyskaliśmy formę zbliżoną kształtem do klepsydry, z rozbudowanymi piętrami górnymi i dolnymi oraz pustymi piętrami środkowymi.
Piotr Jędras
Spotkajmy się przy kawie

Kolejnym zadaniem było stworzenie koncepcji przestrzeni wspólnych dostępnych tylko dla członków spółdzielni. Uczestnicy zastanawiali się nad tym, które pomieszczenia i jakie funkcje można przydzielić do tej kategorii w odróżnieniu od części ogólnodostępnej oraz gdzie powinny się one znajdować.
Wśród przestrzeni wspólnych znalazły się:
biblioteka ze zbiorem książek będących własnością mieszkańców wspólnoty, najchętniej połączona z miejscami do pracy
wspólna kuchnia (przeznaczona na przygotowywanie posiłków na specjalne okazje) – najchętniej połączona z salonem i tarasem
pralnia i suszarnia
- plac zabaw dla dzieci (np. na dachu) oraz/lub sala zabaw dla dzieci (koniecznie wygłuszona)
salon gościnny (miejsce do organizowania imprez), miejsce prób dla muzyków,
sala rehabilitacyjna i przestrzeń do uprawiania sportu (fitness, basen)
Część uczestników uznała, że przestrzenie wspólne powinny oferować także pewną dozę intymności, mniejszych przestrzeni, gdzie można się trochę odizolować czytając książkę ale jednocześnie mieć kontakt z innymi ludźmi. Ich pomysłem było stworzenie pomieszczeń z pewną ilością wnęk i załamań zamiast typowych prostokątów. Wszyscy zgodzili się co do tego, że przestrzenie wspólne powinny oferować zarówno przestrzeń ściśle zdefiniowaną (podziały za pomocą ścian np. dla Sali rehabilitacyjnej) jak i typu ‘open space’, rozwiązaniem mogłoby też być dzielenie przestrzeni za pomocą mebli – szafek i miejsc do siedzenia. Miejsca te powinny być dobrze doświetlone i mieć kontakt z tarasami.
Różne były też pomysły łączenia funkcji. Najprostszy polegał na podzieleniu przestrzeni na część cichą i część głośną. Strefa cichej pracy miałaby się znaleźć na górze budynku i oferować widoki na rzekę i miasto, natomiast strefa głośna mogłaby zostać umiejscowiona niżej i być bardziej introwertyczna. Druga koncepcja podziału polegała na wyróżnieniu trzech stref: strefy pracy, odpoczynku i strefy kuchenno-jadalnianej. Przestrzeń pracy oferowałaby stanowiska do pracy, salę konferencyjną, która mogłaby zamieniać się w miejsce wyświetlania filmów lub służyć do debat wspólnotowych. Strefa odpoczynku obejmowałaby miejsca do uprawiania sportu, basen oraz niezależnie od tego hostel natomiast strefa kuchni i jadalni miejsca do przygotowywania i spożywania jedzenia połączone z salonem i tarasem na którym można napić się kawy. W tej części mogłyby także odbywać się wszystkie imprezy organizowane przez mieszkańców.
Łukasz Stępień
Domek na drzewie i kawiarnia

Do zagospodarowania była także przestrzeń publiczna budynku spółdzielni. Ma ona pełnić rolę zarówno komercyjną, wspierając funkcjonowanie spółdzielni, jak i miejsca kontaktu miedzy przestrzenią miasta a członkami spółdzielni. Jako strefa pośrednia miedzy tkanką miejską a organizmem budynku powinna ona z jednej strony otwierać się na zewnętrz, wykorzystując dostępność przestrzeni zielonej, rzeźby terenu, ulicy Topiel, czy niezagospodarowanego placu po jej drugiej stronie, a z drugiej zapewniać odpowiednią kontrolę dostępu do cześci wspólnych tylko dla członków spółdzielni jak i ich przestrzeni prywatnych.
W trakcie ćwiczenia uczestnicy wskazali szereg różnych przestrzeni, które miałyby łączyć spółdzielnię ze światem zewnętrznym:
Parking – stawiający nacisk na współużytkowanie samochodów, ze zróżnicowaniem ich docelowej funkcji na samochody miejskie, służące do wypraw poza Warszawę i samochód dostawczy do wspólnych zakupów, oraz niezbędne miejsca dla osób niepełnosprawnych i pomieszczenia na skutery. Ciekawą koncepcją było dodanie do garażu, zgodnie z postępującą zmiany ekologoczno-technologiczną o stację ładowania samochodów elektrycznych, dostępną również z zewnątrz dla innych użytkowników.
Przedszkole – oczywista potrzeba zapewnienia miejsca dla najmłodszych walczyła tutaj z obawą przed nadmiernym hałasem. Ostatecznie po dyskusji powstały dwie odrębne koncepcje. Jedna zakładała rezygnację z przedszkola na rzecz wspólnego pomieszczenia dla dzieci połączonego ze wspólnym salonem spółdzielni. Druga zakładała odłączenie przedszkola od budynku i stworzenia z niego elementu nazwanego „domem na drzewie”. Dzięki temu uniknęlibyśmy uciążliwości związanej z przedszkolem, lepiej powiązalibyśmy je z terenami zielonymi i stworzylibyśmy najmłodszym członkom spółdzielni możliwość aktywności poza samym budynkiem mieszkalnym. Przestrzeń powstała po przesunięciu przedszkola z części parterowej mogłaby być wykorzystana jako świetlica/dom kultury pozwalająca na kontakt mieszkańców spółdzielni z dalszymi sąsiadami (dzielenie się własnym doświadczeniem, wieczorki muzyki i poezji, połączone z dostępem do kawiarni)
Kawiarnia/Bistro/Sklep – elementy te były najmniej kontrowersyjne, głównymi postulatami było kontrolowanie ich powierzchni (kawiarnia do 10 stolików) i jak najlepsze powiązanie z innymi elementami spółdzielni
Hostel – czyli pokoje do wynajęcia na dłuższy okres czasu lub dla osób pojawiających się na krótszy czas (np. w związku z pracą lub studiami w stolicy) a nie na standardowy hostel turystyczny. Dodatkowo wynajmujący pokój studenci, mogliby pracować np. w sklepie lub kawiarni.
Ważnym postulatem było takie kształtowanie funkcji i przestrzeni aby tworzyć punkty wspólne, zapobiegając dublowaniu niektórych elementów (np. aby hostel współpracował płynnie z kawiarnią/bistro która będzie mu zapewniać posiłki lub warsztatem rowerowym zapewniającym możliwość wypożyczenia sprzętu).
Łukasz Wenclewski

 

Nasz dom – nasza kamienica?

Korzystając z zapamiętanych przez nas pomysłów z poprzedniego warsztatu staraliśmy się określić estetykę budynku spółdzielni. Jednym z częściej padających na poprzednim spotkaniu wyrażeń określających typ wymarzonego budynku była „kamienica”. Żeby doprecyzować jej charakter, przygotowaliśmy prezentację różnych typów kamienic od XIX wieku po lata 60. XX wieku. Do dyspozycji uczestników były także gotowe przykłady różnych typów budynków wydrukowanych na kartkach A4. Największe zainteresowanie wzbudził modernistyczny apartamentowiec z okresu międzywojennego. Uczestnikom podobały się także apartamentowce porośnięte zielenią i ekologiczne.
Jednak najważniejsze było dla nas określenie nie “co” nam się podoba ale “dlaczego”, aby bazując na cechach takich jak np. „poczucie bezpieczeństwa” czy „ulotność” stworzyć odpowiadający model architektury. Jak się okazało, nie było to łatwe zadanie. Dla ułatwienia dyskusji pokazaliśmy też  przykłady architektury odbiegającej od tradycyjnych wzorców architektury lokalnej, warszawskiej. Zależało nam na pobudzeniu uczestników do krytyki przedstawianych przez nas rozwiązań architektonicznych.
Jednym z nich był spiralny dom mieszkalny Waldspirale w Darmstadt . Budynek wzbudził różne emocje, od całkowitego sprzeciwu (budynek jako taki nie powinien zwracać na siebie uwagi, tym bardziej składać się z elementów zaczerpniętych z bajek, z dużą ilością pstrokatych kolorów), po zachwyt (ciekawy przykład architektury wyrażającej kreatywność i różnorodność zamieszkujących w nim ludzi).
Dla niektórych uczestników warsztatu ważne było by wyrazić w elewacji budynku jego nieprzeciętność z uwagi na nietypowy charakter wewnętrznych przestrzeni. Jeden z uczestników zaproponował aby nosił on cechy architektury „kobiecej” a więc „nieprzewidywalnej”, inny zdecydowanie dążył do nadania mu uporządkowania wyrażonego przez symetrię, tradycyjne podziały i nawiązania do modernizmu.
Podsumowując, można wyróżnić trzy typy architektury preferowanej przez uczestników. Pierwsza – modernistyczna, uboga w detale, harmonijna, druga – ”lekka”, oderwana, z przewagą szkła i jasnych materiałów oraz trzecia – nawiązująca do Elektrociepłowni Powiśle, ceglana w typie “loft”, z wysokimi kondygnacjami, ceglaną elewacją i rozczłonkowaną bryłą budynku.
Ania Kotowska
Ale kto się tym wszystkim zajmie?

Przez ostatni tydzień architekci pracowali nad przeniesieniem wniosków z warsztatów na projekt budynku. Efekt ich pracy zobaczymy dzisiaj. To będzie nasze ostatnie spotkanie robocze, będziemy więc mieli ręce pełne roboty. Z jednej strony chcemy zamknąć rozważania na temat kształtu budynku, z drugiej będziemy też zastanawiać się nad zasadami, jakie panują w naszej spółdzielni. Duża ilość przestrzeni wspólnych czy nawet publicznych w budynku wymaga zaangażowania we wspólną opiekę nad nimi. Czy jednak rzeczywiście chcemy sprzątać w bibliotece i gotować w kawiarni, albo mieć dyżury w wypożyczalni rowerów? To okaże się w czasie dzisiejszego spotkania.

red. US

 

Weź udział w poszukiwaniach warszawskiej fatamorgany

W niedzielę ruszają warsztaty architektoniczne OSSA 2011. Studenci architektury będą szukać odpowiedzi na pytania dotyczące nigdy niezaistniałych pomysłów na Warszawę i uczyć się nowych metod projektowania. Każdy może zajrzeć na wykłady.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Studentów Architektury działa od 1997 roku. Od początku stawia sobie za cel organizowanie warsztatów na tematy, które zdobywały popularność na świecie, a nie przebijały się jeszcze do oficjalnych programów studiów architektonicznych w Polsce. To między innymi dzięki nim popularność wśród młodego pokolenia architektów zdobywać zaczęły pojęcia takie, jak partycypacja – dziś sprawa zupełnie oczywista, jeszcze kilkanaście lat temu nie była przedmiotem zainteresowania architektów.

W tym roku warsztaty OSSA po raz drugi odbywają się na wydziale architektury Politechniki Warszawskiej, a ich przedmiotem będą warszawskie fatamorgany – wizje Warszawy, których nigdy nie udało się dokończyć, a które mimo wszystko pozostawiły w mieście ślady – materialne lub nie.

Wykłady i wycieczka

Uczestnicy – setka studentów z całej Europy – będą przy okazji poznawać nowe metody pracy, takie jak projektowanie parametryczne. W tajniki swojego warsztatu wprowadzą ich wykładowcy – architekci z Europy. A dzięki współpracy z organizatorami festiwalu „Warszawa w budowie”, na wykłady w ramach warsztatów OSSA wejść może każdy.

>> ZOBACZ PROGRAM WYKŁADÓW <<

Można też wybrać się na wycieczkę śladami warszawskich fatamorgan, razem z uczestnikami warsztatów. Liczba miejsc jest jednak ograniczona – zapisać można się pisząć na adres ossa2011wycieczka@gmail.com.

Wykłady odbywać się będą przez cały tydzień, na wydziale architektury PW przy Koszykowej. W sobotę, 29 października odbędzie się wystawa prac poszczególnych grup uczestniczących w Warsztatach.

Herbst: Strukturalne ograniczenia partycypacji, czyli dlaczego tak trudno nam uczestniczyć

W latach 2009-2011 Centrum Komunikacji Społecznej zrealizowało w Warszawa projekt Wzmacnianie mechanizmów partycypacji społecznej. Bogaty repertuar środków konsultacji i partycypacji społecznej wykorzystano także m.in. przy opracowaniu Społecznej Strategii Warszawy. W ciągu ostatnich lat radykalnie wzrosła nie tylko liczba przeprowadzanych konsultacji, ale również stosunek władz miasta do nich. Można powiedzieć, że Warszawa jest liderem uspołeczniania. Jednak usprawnienie procesu konsultacji i wprowadzenie nowych metod nie rozwiązało problemów z partycypacją w Warszawie.  Dzieje się tak dlatego, że źródła obserwowanych braków nie leżą w sferze dobrej czy złej woli poszczególnych polityków lokalnych. Ograniczenia, jakim podlega partycypacja społeczna, nie wynikają z przypadku, ale uwarunkowań strukturalnych, odczuwanym na każdym kroku, a którym poświęca się wciąż za mało czasu.[1].

Obecnie mamy okres nasilenia oczekiwań „partycypacyjnych” ze strony społeczności i prób powiększania zakresu uczestnictwa ze strony władz i administracji. Tendencja ta jest inicjowana lub wzmacniana przez wspólnoty międzynarodowe (jak Unia Europejska). Jest to tendencja obejmująca ogromną ilość krajów na wielu kontynentach. Ma szczególnie duże znaczenie w krajach gdzie dziedzictwo nie-demokratycznego sposobu rządzenia, nie zostało do końca przezwyciężone. Uruchamiane są znaczne ilości projektów, w nieskończonej ilości tekstów dotyczących konsultacji i uczestnictwa, znajdujemy mniej więcej podobne wyliczenia warunków powodzenia takich działań.

Zadaniem władz (administracji, samorządu) jest przygotowanie procesu partycypacyjnego, który powinien spełniać kilka warunków. Po pierwsze konsultacje powinny dotyczyć spraw ważnych (kluczowych) dla danej społeczności, a nie takich, które są odbierane jako marginalne, przy pozostawieniu na boku istotnych problemów. Po drugie, uczestnicy i uczestniczki powinni otrzymać odpowiednio wcześnie informację o sprawie i możliwych rozwiązaniach. Po trzecie, władze powinny zaakceptować rezultat konsultacji, nawet jeśli pociągnie to za sobą zmianę terminów realizacji i wzrost kosztów. Po czwarte, należy uznać, że uczestnicy i uczestniczki posiadają różne kompetencje. Po piąte, ważne jest zapewnienie merytorycznego wsparcia dla uczestników i uczestniczek, a często także udział dobrych moderatorów.

Z reguły warunki powyższe nie są spełniane (albo „nie całkowicie spełniane”), co owocuje rozczarowaniami i utratą wiary w możliwość porozumienia. Konsultacje i partycypacje to proces wiecznie początkujący. Ciągle jest jakiś „próbny”, „dobrze zapowiadający się”, przebieg. Brak efektu i brak satysfakcji skutkuje wycofaniem, przekorą – nie-partycypacją,.

 

Czynniki kształtujące partycypację

Na charakter uczestnictwa wpływ mają współczesne mechanizmy miastotwórcze. Dla każdego miasta są one nieco inne. Przede wszystkim jednak, nie są one takie same jak dawniej. Nie zawsze umiemy tę „inność” dobrze opisać. Wobec wielkich miast najczęściej wymienia się czynnik globalizacyjny: zależność rozwoju od odległych i anonimowych centrów kapitału i zarządzania, szybkość zmian o nieoczekiwanym nieraz charakterze i skali; zjawisko metropolizacji; pojawienie się klas nomadycznych specjalistów o wysokich wymaganiach, co do usług, ale słabo przywiązanych do chwilowego miejsca pobytu, podporządkowywanie rozwoju potrzebom bieżącej koniunktury za cenę utraty tożsamości.

Pojawia się globalna kategoria niskopłatnych pracowników obejmująca także imigrantów oraz imigrantki. Powstaje klasa „globalnych aktywistów”. Specyficzne problemy tworzy obywatelstwo imigrantów oraz imigrantek, ludzi innych kultur i tradycji, którzy mogą mieć skrajnie odmienny stosunek do norm obowiązujących w kraju przebywania: od separacji do akceptacji. Następuje wylewanie się miasta poza jego administracyjne granice stwarzając m.in. rozziew miedzy formalnym a mentalnym obywatelstwem.

W ślad za nowymi funkcjami i nowymi użytkownikami i użytkowniczkami; za odmiennościami sposobu życia nowych grup, pojawiają się sytuacje konfliktowe czy różnice interesów. „Przedstawiciele klas metropolitalnych” zamieszkują inne części miasta i kolonizują tereny zewnętrzne. Charakteryzuje ich inna ruchliwość i inne związki z miastem. Mają inny status obywatelski i inne możliwości partycypacji czy wyrażania opinii. W tych warunkach obywatelstwo ma zupełnie inny charakter niż w mieście średniowiecznym czy mieście ery przemysłowej. Dziś mamy znacznie bardziej do czynienia z obecnością mieszkańców bez wpływu i rosnącą obecnością polityków roszczących sobie prawo do miasta, mówi Saskia Sassen[2].

Wyliczenie, oparte na literaturze – takie jak powyższe – nie może zastąpić wiedzy, znajomości czynników i uwarunkowań dla konkretnego miasta i czasu. Zbyt często analizy i diagnozy zastępujemy schematami z podręczników. Nie pozwala to politykom na jasne przedstawienie wyzwań a mieszkańcom/mieszankom, przedsiębiorcom/przedsiębiorczyniom ani urzędnikom/urzędniczkom na świadomy udział w debacie, w której stawką są: tożsamość miasta, satysfakcja i możliwość samorealizacji wspólnoty oraz mieszkańców.

Proponując partycypację zdajemy się nie pamiętać, że miasto jest bytem społecznym ustrukturyzowanym.

Zróżnicowania społeczne i różny kapitał kulturowy łączą się z odmiennymi wyobrażeniami ludzi o tym, czym jest miasto, jakie w nim rządzą reguły gry, jakie wolności i jakie ograniczenia, co się w mieście godzi a co nie godzi. Należy także wspomnieć kulturowe zaplecze tych, którzy kontrolują rozmaite sprawy miasta z pozycji urzędnika, strażnika miejskiego czy policjanta, narzucając swoją („oczywistą”) wizję. Wydaje się, że dostrzeganie zróżnicowań społecznych zeszło na drugi plan wobec fascynacji transformacją rozumianą jako tworzenie czy odtwarzanie klasy średniej czy powstawanie nowego społeczeństwa. O partycypacji mówimy tak, jakby wizja powszechnej zgody na wszystko, co się w mieście dzieje, była w ogóle możliwa.

 

Różne kąty patrzenia: super-lokalny, lokalny, ponadlokalny

Obok stratyfikacji mamy też mieć też do czynienia z różnicami osobowościowymi. Badacze wyborów lokalnych zauważyli, że mieszkańcy niejednakowo orientują się w sprawach swojej okolicy. Ostro rysuje się podział na super-lokalnych i tych, którzy nie dostrzegają lokalności jako wymiaru wyodrębnionego, odmiennego od innych wymiarów ich funkcjonowania. Super-lokalni wiele wiedzą o sąsiadach, od razu zauważają ludzi „nie stąd”, wiedzą, że Pan z przeciwka zmienił pracę. Będą też mieli inny stosunek do partycypacji. Można w tym widzieć różne podejście mieszkańców do zamieszkiwania i zaspokajania potrzeb w mieście albo w „osiedlu”. Może je traktować jako przejawy życia swoistej „małej ojczyzny” z jej specyficznymi sprawami, strukturami i aktywnościami. To wiąże się ze znajomością swojej okolicy, jej spraw i ludzi. Z bliskością z nimi. Albo jako dziedziny usług (bytowych, komunalnych), za które się płaci i oczekuje dobrego wykonania. To prowadzi do umacniania stosunków rzeczowych, przenosząc znaczną część życia społecznego do sieci eksterytorialnych (w uproszczeniu).

Warto wspomnieć też o lokalizmie. Zwolennicy tej orientacji, właściwie od początku ery przemysłowej, w zmieniających się formach przeciwstawiają się tendencji do „wielkoskalowości” (m.in. osadnictwa, organizacji produkcji, masowości i standaryzacji produktów).

Ważne są także ogólniejsze postawy Polaków. Diagnozy społeczne wskazują na ogólną postawę negatywizmu, brak wiary, „że to coś da”. Doświadczenia umacniają w nas przekonania o nieskuteczności partycypacji, a nawet o „siłach” przeciwdziałających.

Wreszcie trzeba wskazać na niedobór kompetencji. Jak i „z czego” żyje miasto?. Wiedzy o samorządzie i sprawach, którymi się zajmuje. Brak wiedzy „obywatelskiej” powoduje, że nie jesteśmy w stanie prawidłowo adresować naszych odczuć ani potrzeb. Tymczasem istniejące programy edukacji obywatelskiej podejmują problemy raczej globalne (np. wrażliwość ekologiczna) pomijając bliższe ciału zagadnienia na uboczu.

 

Czy partycypacja może być powszechna?

Na ile więc powinniśmy zakładać, że partycypacja będzie procesem powszechnym i skutecznym? Promując partycypację trzeba się też odnieść do reprezentacji potrzeb i poglądów osób, które nie mogą lub nie chcą uczestniczyć.

Nie można jednak pomijać podstawowego mechanizmu nie-partycypacji jakim jest zła organizacja. Osoby „nieuczestniczące” mogą mieć różne motywacje. Część z nich chciałaby wziąć udział, ale nie została dość dobrze poinformowana o możliwościach wypowiedzenia się. Inni nie wierzą w skuteczność partycypacji (w moc sprawczą, rzetelność czy dobre intencje „drugiej strony”). Istnieje również grupa, która  nie posiada odpowiednich kompetencji, aby skutecznie uczestniczyć i nie uzyskuje dostatecznego wsparcia merytorycznego.  Nawet w wypadku prób uczestniczenia, prowadzi to raczej do frustracji niż do porozumienia.

 

Partycypacja a konstrukcja samorządu terytorialnego

Współczesny stan partycypacji jest owocem gry toczącej się między zmieniającymi się systemami rządzenia i zarządzania miastami, ruchami reformatorskimi systemu władzy i administracji publicznej, a różnego rodzaju „interesariuszami” i ruchami miejskimi.  Już w latach 70tych podejmowano w wielu krajach wysiłek zmiany roli i zasad działania administracji. Ich istotą było odchodzenie od paradygmatu „unresponsive beaurocracy”, (bezpośrednio) wykonującej zadania, słabo zorientowanej na osiągnie szerszego celu czy efektywność działania; słabo reagującej na pojawiające się nowe problemy, potrzeby czy wyzwania. Toczące się reformy administracji publicznej[3] obejmowały wprowadzanie doświadczeń sektorów gospodarki (powierzanie zadań, przetargi) poprawiających sprawność dostarczania usług i wzmacniających pozycję konsumenta. Wykorzystywano nowoczesne techniki zarządzania i reguły działania sektora prywatnego (New Public Mangement). Później podjęto kroki ku demokratyzacji zarządzania (governance – koniec lat 90tych) a wreszcie ku realizacji zadań publicznych na zasadzie partnerstwa miedzy różnymi (publicznymi i niepublicznymi, gospodarczymi i niekomercyjnymi) aktorami. Zmiany myślenia ilustrują hasła i tytuły publikacji owego czasu: “Steering not rowing”; “Serving, Not Steering”; czy „Governing goes Governance”[4].

Polska tylko w niewielkim stopniu uczestniczy w toczącym się na „starym Zachodzie”, nurcie dyskusji i przemian administracji publicznej trwającym od około 40 lat[5]. W jego trakcie doszło do odrzucenia formuły bezpośredniego wykonywania przez administrację zadań określonych co do sposobu i zakresu przez prawo, jako mało uwzględniającej specyfikę konkretnych przypadków i nieefektywnej. „Nowoczesna administracja” oznacza dziś sposób zorganizowania nastawiony na priorytet wartości i osiągania efektów nad procesami regulowanymi przez prawo. Współwystępujące w czasie w różnych proporcjach tendencje zmian obejmują: orientację na rynek i konsumenta,  swobodny dobór efektywnej i zorientowanej na cel formy dostarczenia usług i metody zarządzania zapożyczone z gospodarki, nastawione na efekty (New Public Management) – NPM i „contracting out”; demokratyczne zarządzanie, („Governance” – „współrządzenie”) partycypacja w podejmowaniu decyzji i kontrola społeczna nad dostarczaniem usług oraz partnerstwo w definiowaniu i realizacji zadań publicznych, w tym Ekonomia Społeczna, PPP i inne.

W konsekwencji, przemianom ulega algorytm działania administracji publicznej. Zamiast „władania” pojawia się ogólne (celowe i pro-efektywnościowe) sterowanie dostarczaniem usług. Ponadto zachowana zostaje odpowiedzialność za poziom i jakość usług. Oraz dostarczanie usług staje się domeną gospodarki i sektora non-profit. Odchodzi się również od organizowania „specjalnej” publicznej infrastruktury, równoległej do otwartych struktur (rynkowych i non-profit).

Obecna postać samorządu terytorialnego w Polsce jest efektem głębokiej zmiany w 1990 roku. Wraz z wyborami samorządowymi wdrożono wówczas działający do dziś system[6]. J. Regulski – jeden z twórców reformy, określił jako jej główny cel, przełamanie pięciu monopoli państwa socjalistycznego: politycznego monopolu Partii, monopolu “jednolitej władzy państwowej”; monopolu własności państwowej; monopolu budżetu państwa i monopolu administracji państwowej[7]. Przedmiotami troski reformator ów były demokratyzacja i samorządność, co oznaczało: wpływ obywateli poprzez wybory i referenda, gestię samorządu nad zasobami (wpływy, wydatki, majątek własny samorządu) oraz zapewnienie fachowej obsługi przez „wynajętych” managerów i urzędników[8].

Charakter obywatelstwa ani charakter administracji nie były wtedy przedmiotem refleksji reformatorów.

Reforma samorządowa dała początek wielkiemu sporowi o charakterze konstytucyjnym (czy „cywilizacyjnym” jak nazywa go M. Kulesza. Spór ten, a właściwie sprzeczność poglądów uważam za jedno z głównych źródeł umiarkowanego sukcesu partycypacji i form partnerstwa w relacjach samorząd – obywatele.

 

Samorząd czyli wszyscy obywatele i obywatelki

Konstytucyjna ustawa o samorządzie terytorialnym[9] stwierdza, że samorząd to wszyscy obywatele danego terytorium. W ich interesie i imieniu działa organ władzy[10] Do zakresu działania gminy należą wszystkie sprawy publiczne o znaczeniu lokalnym, nie zastrzeżone ustawami na rzecz innych podmiotów. Jeżeli ustawy nie stanowią inaczej, rozstrzyganie w sprawach, o których mowa powyżej, należy do gminy[11]. Są to przepisy, zgodnie z intencją reformy, zapewniające szeroką autonomię i swobodę działania ( i inicjatywy).

Z drugiej jednak strony norma konstytucyjna stanowi, że organ władzy publicznej ma obowiązek działać na podstawie i w granicach prawa[12]. Oznacza to możność podejmowania tylko takich rozstrzygnięć i działań, które są przez prawo wyraźnie dozwolone lub nakazane, wszystko inne jest zakazane. Zasada legalizmu jest często interpretowana skrajnie przez organy kontrolne (RIO, NIK, niejednokrotnie także wojewodów). W efekcie, zamiast ustaw rangi konstytucyjnej, regulatorem działań samorządu stają się akty prawne niskiej rangi: ustawy kompetencyjne, ustalające sposób dysponowania budżetem, przypisujące poszczególnym jednostkom określone zadania. Ogranicza to autonomię samorządu i zawęża pole sensownego dialogu społecznego i partycypacji. Skoro bowiem działania, często wybór rozwiązań, zostały określone prawem, to nie może ich zmienić wynik debaty publicznej, tylko Ustawa.

 

Sprzeczności systemu

Jest to sprzeczność wynikająca z połączenia w jedną całość elementów różnych systemów prawodawstwa: jednego nastawionego na wykonywanie prawa i drugiego nastawionego na realizację celów (w tym wypadku społeczności lokalnych), w sposób zgodny z obowiązującym prawem[13]. Skutki dają się opisać w kategoriach patologii organizacyjnej. Na przykład, zamiast zajmować się problemami mieszkaniowymi i zaspokojeniem potrzeb w tej dziedzinie, miasto zaczyna ograniczać się do zarządzania komunalną substancją mieszkaniową. Dochodzi do tego, że coraz częściej cele mieszkańców ulokowane są poza wykonalnym dla władzy obszarem partycypacji.

Postawa legalistyczna silnie współgra z tendencją do realizacji anachronicznego modelu administracji publicznej. Kompasem tego modelu było prawo, określające co i jak ma być zrobione, stosowane literalnie, bez względu na koszt, sprawność a nawet ostateczny skutek działania. Zgodnie z logiką paradygmatu, administracja koncentruje się raczej na dystrybucji skończonej ilości dóbr i świadczeń, niż na osiąganiu przyszłych celów. Do tego zadania potrzeba głównie menagerów – ludzi zdolnych do zaplanowania działań i wykonania ich zgodnie z obowiązującymi regułami. Tak działający samorząd niekoniecznie potrzebuje liderów.

Zarządzanie sprawami publicznymi jest w tej logice grą wymagającą dyskrecji.

Partycypacja zakłóca sprawne wykonywanie zadań, stawia wyzwania niemieszczące się w paradygmacie i obnaża popełnione błędy. Pragmatycznym posunięciem jest więc limitowanie dostępu do informacji publicznej i ograniczanie partycypacyji, która przeobraża się w rytualny performance władzy. „Oczywistościowe” potraktowanie roli administracji jako służebnej wobec celów reformy samorządowej, pozwoliło nie dostrzec konsekwencji autonomizacji korpusu urzędniczego.

Szczegółowe uregulowania powodują narastanie ilości aktów prawnych. W dyskusjach podnosi się, że w porównaniu z sytuacją przedwojenną, ilość stron prawa dotyczącego niektórych dziedzin działania samorządów, wzrosła ponad dziesięciokrotnie. Powstał nawet zespół uczonych zajmujących się liczeniem kosztów prawodawstwa.

 

Opłaca się nie ryzykować

W sytuacji takiego skomplikowania prawa i wysokiego zagrożenia skutkami kontroli, priorytetem staje się bezpieczeństwo i minimalizacja ryzyka. Słabnie pozycja liderów („elected officials”), którzy pracując w samorządzie jedną czy dwie kadencje, nie maja szans opanować całej gmatwaniny i w coraz większym stopniu uzależniają się od urzędników – profesjonalnych menagerów, pracujących w samorządzie dziesięć albo dwadzieścia lat. Tylko oni są w stanie zasłonić plecy jednokadencyjnego burmistrza i wskazać mu bezpieczną ścieżkę. Administracja publiczna zaczyna więc odsuwać się od kierunku „governance”; wzmacniając pozycję menagerów, zostawiając coraz mniej miejsca dla liderów.

Odwołując się do przedstawienia urzędu jako piramidy organizacyjnej, możemy mówić o zrywaniu ciągłości pomiędzy jej liderskim wierzchołkiem a jej poziomami: managerskim i pracowniczym. Równocześnie umacnia się tendencja do osłabiania komunikacji czy koordynacji pomiędzy różnymi pionami (branżami) administracji. Wskutek tego coraz trudniejsze staje się dyskutowanie i rozwiązywanie problemów wykraczających poza zakres działania danej jednostki organizacyjnej czy pionu. W relacjach osób zaangażowanych w minionym dwudziestoleciu w rozmaite projekty reform sektora publicznego, można znaleźć informacje o desperackiej obronie menagerów (dyrektorów) przed zmianami.

Powstaje klimat patologii organizacyjnej z takimi „chorobami” jak organizacyjna schizofrenia czy rozdwojenie jaźni[14]. Łatwo wyobrazić sobie sytuację wrażliwego urzędnika, który postawiony wobec „prawnej niemożności” rozwiązania widocznego problemu, reaguje w jeden ze sposobów opisanych kiedyś przez Festingera jako reakcja na dysonans poznawczy.

 

Sfera publiczna a partycypacja

Idea partycypacji i związane z nią oczekiwania są trudne do wyobrażenia i zrealizowania w oderwaniu od wizji sfery publicznej Jej ironiczną reprezentację stanowi dla mnie scena balu u Senatora w Dziadach. Odbywa się na gruncie prywatnym. Nie jest to jednak spotkanie ludzi równych ani przyjaciół. Nie jest też przyjemnością. Uczestnicy stawili się, ponieważ rozumieją konieczność komunikacji miedzy różnymi światami. Opisując rzeczywistość językiem sektorów (gospodarki, administracji, obywatelskiego), gdzie podkreśla się ich odmienność i odrębności (społeczeństwo obywatelskie funkcjonuje poza światem władzy i korporacji), wywołujemy potrzebę przestrzeni komunikacji i wspólnych wartości[15].

Rheingold wymienia jako jedną z cech konstytuujących sferę publiczną, „uczestnictwo poza zewnętrznymi rolami instytucjonalnymi, często na granicy nieposłuszeństwa obywatelskiego. (artykulacja interesów i wartości indywidualnych i grupowych, nieurzędowych). Oczekiwania lojalności mogą ograniczać uczestnictwo urzędników w sferze publicznej.

Warto zauważyć, że idea społeczeństwa obywatelskiego i różne jej odmiany (powszechna samorządność, społeczeństwo alternatywne), rodziła się w latach 1980 – 1989 odrębnie od koncepcji samorządu terytorialnego. Jakość obywatelstwa zdawała się potwierdzona przez zwycięsko zakończone dziesięciolecie stanu wojennego. Czytając dawniejsze lub słuchając obecnych, częstych ze względu na obchodzone niedawno 20 lecie reformy, wypowiedzi jej twórców, odnosi się wrażenie, że odwoływali się do nie bardzo jasnego konglomeratu cech obywatela. Dzisiejsze spory o republikański albo liberalny wzorzec obywatelstwa dotyczą także różnych zakresów i różnej intensywności partycypacji.

„Twórcy idei, przed 1989 rokiem, świadomie ograniczali zakres działań społeczeństwa obywatelskiego do kultury, etyki, idei solidaryzmu społecznego, nie potrzebując żadnej infrastruktury ekonomicznej”. Nie uwzględniano problemu sprzeczności interesów klasowych i konfliktów ekonomicznych. Społeczeństwo obywatelskie postrzegano jako jednolitą aksjologicznie całość, pisze z kolei Weryński[16].

Prawo podatkowe, Ustawa o fundacjach i stowarzyszeniach, Ustawa o działalności Pożytku Publicznego i wiele innych rozstrzygnięć wskazuje jasno, że preferowanym i promowanym przywilejami podatkowymi, rodzajem działalności obywatelskiej jest realizacja zadań publicznych. Oczywiście, nie jest to w żadnej mierze naganne. Niemniej wskazuje na tendencję kształtowania sektora organizacji pozarządowych jako subkontraktora administracji publicznej. Organizacje pozarządowe to dziś w dużej mierze „industry”, branża, a może nawet ukryte departamenty administracji. Nietrudno wskazać tu przykłady klientelizmu. W tej sytuacji częstokroć źle działają preferowane i zinstytucjonalizowane formy dialogu – takie jak Komisje Dialogu Społecznego.

 

Co dalej?

Nie próbując nikogo zniechęcać do pisania nowych poradników, szkoleń i projektów promujących, uważam, że należy skupić się na zasadniczych – strukturalnych barierach partycypacji.

Po pierwsze, otwarcie dostępu do informacji publicznej. Dotychczas prawo dostępu interpretowane jest najczęściej jako prawo do informacji przetworzonej (opracowanej) przez administrację. Mamy do czynienia z reglamentowaniem, handlem informacja a także z jej utajnianiem. 5 lipca 2011 Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej. Można mieć nadzieję, że otworzy on dostęp do danych nieprzetworzonych, dając możliwość prowadzenia niezależnych dociekań i analiz.

Po drugie, zapewnienie profesjonalnego wsparcia, zarówno działaniom skierowanym na opracowywanie informacji jak i obywatelskiej dyskusja nad projektami (inwestycyjnymi, urbanistycznymi i innymi). Umożliwi to równość stron w dyskusji i rozpatrywanie rozwiązań alternatywnych. Dotychczasowe próby tworzenia takich ośrodków (np. projekt Moja Polis) można najwyżej uznać za fragmentaryczne i pilotażowe.

Po trzecie, należy położyć nacisk aby przygotowanie obywateli do partycypacji odbywało się w ramach edukacji obywatelskiej a nie poprzez doraźne akcje czy jednorazowe projekty. Równolegle należy rozwijać laboratoria praktyk: ruch aktywności lokalnych, inicjatyw kulturalnych i aktywności grup społecznych. Potrzebne jest rozwijanie infrastruktury komunikacji lokalnej. Gazetki lokalne są zbyt słabym wsparciem dla debata dotyczącej mojego osiedla, małej ojczyzny, miejsca zamieszkania. Należy podjąć starania o rozwój lokalnych węzłów sieci internetowych – z odpowiednim wsparciem animatorskim (ważniejszym niż wsparcie sprzętowe).

Spełnienie tych warunków jest koniecznym krokiem do stworzenia warunków do szerokiej partycypacji.

 

 

dr Krzysztof Herbst (ur. 1943) ma ponad czterdziestoletnie doświadczenie pracy w zawodzie urbanisty, zwieńczone opublikowaniem pracy doktorskiej (na temat społecznych problemów planowania przestrzennego. Kierował i brał udział w budowaniu programów rozwoju regionalnego i lokalnego oraz animowaniu aktywności społeczności lokalnych. Zaangażowany w reformę administracji samorządowej był liderem inicjatyw mających na celu rozwój obszarów zdegradowanych. Był koordynatorem opracowania przyjętej niedawno Strategii Społecznej Warszawy.

Jego doświadczenie zawodowe obejmuje animowanie aktywności społeczności lokalnych oraz inicjatyw, przeciwdziałania bezrobociu, tworzenia miejsc pracy, restrukturyzacji służb socjalnych, kontraktów z sektorem prywatnym i organizacjami pozarządowymi. Szereg publikacji związanych jest z europejskimi rozwiązaniami zagadnień rewitalizacji, społecznych problemów planowania i przekształcania miast (w tym starych ośrodków przemysłowych). Ma duże doświadczenie praktyczne jako szkoleniowiec i wykładowca, jestem twórcą programów szkoleniowych dla projektów i programów społecznych, integracyjnych i adresowanych do grup wykluczonych.

 


[1] Dlatego także pomijamy tu kwestię wielości rodzajów partycypacji i tego, które z ich są wdrażane a które pomijane w obecnych programach demokratyzacyjnych.

[2] “In a world of increasing uncertainty and slacker social bonds, strengthening the culture of metropolitan governance can be instrumental in creating a “feeling of belonging” in the metropolitan area and shaping a new collective identity. Crucial to success will be the ability of government to adapt, use and promote the use of new technologies in ways which benefit the whole of society and not just the “super-connected” elites. ”Cities for Citizens; Improving Metropolitan Governance; OECD, 2001.

 

[3] Por np. The Oxford Handbook of Public Management; ed: Ewan Ferlie, Laurence E. Lynn, JR and Christopher Pollit; Oxford University Press 2007 lub Hambleton R.(2001), The New City Menagement, w: Hambleton, Savith, Steward, Globalism and local democracy, London: Palgrave

[4] Steering not rowing: Co-ordination and control in the management of public services in Britain and Germany; John Barlow, Manfred Rober; International Journal of Public Sector Management Year: 1996 Vol. 9 Issue: 5/6 Page: 73 – 89: MCB UP Ltd oraz The New Public Service: Serving, Not Steering; Janet Vinzant Denhardt; M.E. Sharpe, 2002

[5] Interesująca z tego punktu widzenia jest wizyta na stronach MSWiA, lektura programu „Sprawne Państwo” czy zapoznanie się z materiałami wytwarzanymi przez związki samorządowe. Widać wyraźnie, że myślenie reformatorskie nie wykracza tam poza „New Public Management”. „Jesteśmy ślepi jak kret. Polska jest jedynym dużym krajem europejskim, którego rząd nie ma komórki zajmującej się standaryzacją, oceną i modernizacją całej administracji.( M. Kulesza: „Najsilniejsi zaoszczędzą najmniej„ Rozmawiała Renata Grochal

Gazeta Wyborcza nr 178, wydanie z dnia 31/07/2009 Kraj, str. 6)

[6] Późniejsze zmiany nie miały zasadniczego charakteru.

[7] Regulski J. (1997) “Samorząd w budowie” [w:] P. Swianiewicz (ed.) Wartości podstawowe samorządu terytorialnego i demokracji lokalnej, Municipium, Warszawa.

[8] Obywatele wybierają Radę a ta „wynajmuje” fachowego menagera – burmistrza.

Manager czy lider? Modyfikacja – wybór „Mera” – lidera społeczności , w wyborach bezpośrednich, dotyczy większych miast. Została ona wprowadzona znacznie później.

[9] Por. Regulski 1997 a także: Reforma samorządowa 2000, Sochacka, Kraśko 1996.

[10] Art. 16 Konstytucji RP: 1. Ogół mieszkańców jednostek zasadniczego podziału terytorialnego stanowi z mocy prawa wspólnotę samorządową. 2. Samorząd terytorialny uczestniczy w sprawowaniu władzy publicznej. Przysługującą mu w ramach ustaw istotną część zadań publicznych samorząd wykonuje w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność.

[11] Art.6.1 Ustawy o Samorządzie Gminy

[12] art. 7 Konstytucji: „Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.”

[13] Argumentacja zaczerpnięta z wystąpienia prof. M. Kuleszy.

[14] Terminy zapożyczone z materiałów szkoleniowych Agnieszki Dąbrowskiej, Agaty Herej i Marty Jancewicz

[15] O urzędnikach widzących spawy szerzej niż granice własnego ministerstwa mówi się „państwowiec”

[16] Piotr Weryński; Wzory uczestnictwa obywatelskiego Polaków; Wyd IFiS PAN 2010

Żoliborskie propozycje z kebabem w tle

Departament Propozycji Żoliborz fot. Bartosz Stawiarski Idąc na żoliborski departament propozycji pewny byłem jednego – będzie dyskusja o kebabie na placu Wilsona. O co jeszcze spiera się dziś Żoliborz?

Dyskusja o tym, co można zmienić w dzielnicy odbyła się w klubie Coco d’Oro przy Potockiej, w ramach trwającego festiwalu „Warszawa w budowie”. Ściągnęła około 30 osób, lecz niestety zabrakło na niej większości tych, którzy wcześniej zgłosili mailowo propozycje, o których chcieliby opowiedzieć. Rozmowa o Żoliborzu była więc spontaniczna i nie ograniczała się tylko do problemów dzielnicy.

Plac Wilsona, Warszawa, fot. Bartosz Stawiarski

Pierwszy temat był jednak bardzo lokalny i dotyczył słynnego już kebabu na placu Wilsona, zwanego Arialem, z powodu gigantycznego neonu wykonanego z użyciem tej popularnej czcionki. Kebab powstał w lokalu należącym do dzielnicy, a mieszkańcy spierają się przede wszystkim o to, czy właśnie tak powinna wyglądać aktywna polityka ożywiania placu Wilsona, prowadzona przez samorząd.

Kebab to jednak tylko pretekst do rozmowy o lokalach użytkowych w dzielnicy. – Od 9 lat mamy plan zagospodarowania, który dopuszcza zmienianie mieszkań na parterach w lokale użytkowe, z wejściami z ulicy – przypominał jeden z uczestników spotkania. – Tak się jednak nie dzieje. Dlaczego? – pytał.

- Owszem, dzieje się. Na przykład mieszkańcy domu przy ulicy Sierpeckiej zamienili piwnice na lokale użytkowe i ożywili w ten sposób fragment ulicy Słowackiego. I bardzo to sobie chwalą, bo wspólnota zarabia na swoje wydatki – odpowiadał mu inny żoliborzanin.

Burmistrz przejmuje departament

Cały wieczór upływał w oczekiwaniu na pojawienie się burmistrza dzielnicy Krzysztofa Bugli. Ten zapowiedział się, ale dotarł dopiero po godzinie. – Przepraszam, ale zatrzymały mnie uroczystości poświęcone księdzu Popiełuszce – przeprosił i od razu przeszedł do odpowiedzi na pytania, które wcześniej zbierała prowadząca spotkanie Magda Mosiewicz.

- Wbrew temu, co się mówi, Żoliborz nie jest martwą dzielnicą. Nie jest też pozbawiony tożsamości. Wręcz przeciwnie, ma ją bardzo silną i złożoną. Składa się na nią i historia Solidarności z księdzem Popiełuszką właśnie, i idea spółdzielczości, którą tu udało się wcielić w życie – podkreślał.

Departament Propozycji Żoliborz fot. Bartosz Stawiarski

Pytany o możliwość wykorzystania  dzielnicowych parków na potrzeby eksponowania współczesnej sztuki zastrzegł, że nie jest przeciwny, ale dodał: – Fenomenu Parku Rzeźby z Bródna nie da się powtórzyć na Żoliborzu. Tam trzeba było wykreować społeczność od zera, a tu jest już specyficzna, lokalna kultura. Żoliborzowi nie trzeba nic narzucać, tylko wydobyć jego potencjał.

Bugla zapowiedział, że jeszcze w tym roku dzielnica odzyska kilka lokali użytkowych, które mają być wynajęte instytucjom kultury na preferencyjnych warunkach. Zapowiedział też, że kalendarz lokalnych imprez zostanie uporządkowany i przewietrzony tak, by w przyszłym roku skupić się na tych, które udają się najlepiej.

-Uważam, że zadaniem żoliborskiego ratusza nie jest kreowanie rzeczywistości, tylko warunków do jej kreowania przez państwa: mieszkańców, artystów i organizacji pozarządowych – zakończył.

Karol Kobos,
wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Henry Sanoff „Projektowanie demokratyczne” – wykład 25.X

Zapraszamy na wykład profesora Henry’ego Sanoffa:

PROJEKTOWANIE DEMOKRATYCZNE: PRZYKŁADY UDZIAŁU SPOŁECZNEGO W PLANOWANIU
WA PW, ul. Koszykowa 55, Warszawa, audytorium 103, g. 12:15

 

Profesor Henry Sanoff jest światowej sławy specjalistą w dziedzinie planowania z udziałem społeczności. Jego książki publikowane są na całym świecie oraz wielokrotnie wznawiane, przykładowe tytuły to: Community participation methods in design and planning, Designing with Community Participation, Three Decades of Design and Community, Participatory Design: Theory and Techniques, Design Games, Methods of Architectural Programming and Visual Research Methods in Design. Inne obszary zainteresowania profesora obejmują budownictwo społeczne, sztukę dla społeczności, projektowanie dla dzieci i dla osób starszych. Jest między innymi autorem pracy: Creating Environments for Young Children and School Design: Planning with People: Integrating Programming Evaluation and Participation in Design. Kolejnym przedmiotem zainteresowań są zagadnienia edukacji środowiskowej , czego efektem stała się książka Seeing the Environment, był również jednym z założycieli Environmental Design Research Association (EDRA) in 1969.

Profesor Henry Sanoff wykładał gościnnie w ponad 85 instytucjach na całym świecie, włączając w to: USA, Australię, Brazylię, Danię, Egipt, Wielką Brytanię, Francję, Niemcy, Grecję, Hong Kong, Izrael, Włochy, Japonię, Koreę, Meksyk, Nową Zelandię, RPA, Szwecję, Szwajcarię i Turcję, wśród nich były między innymi: Oxford-Brooks University, Royal College of Art, , University of Thessaloniki, University of Hamburg, Monterey Technical Institute, Western Australia Institute of Technology oraz Royal Danish Academy of Art. Niektóre spośród książek przetłumaczono na języki obce, w tym japoński i koreański. Profesor jest ponadto autorem ponad siedemdziesięciu referatów i rozdziałów w pracach naukowych, które ukazały się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i poza jej granicami, był także gościem honorowym wielu konferencji. Jest wydawcą amerykańskiego Journal of Design Studies, a także członkiem Rady Programowej Journal of Architecture and Planning Research. Był wielokrotnie zatrudniany jako konsultant przy projektowaniu instytucji oświaty.

Profesor został uhonorowany licznymi odznaczeniami, między innymi: Statue of Victory (1985) oraz World Culture Prize for Letters, Arts, and Science i wieloma innymi. Jest honorowym członkiem instytucji z całego świata, wśród nich: University Professor, University of London, the Chettle Fellowship, University of Sydney, Nell Norris Fellowship, University of Melbourne, Lecture Fellowship, Institute of South African Architects, a także Distinguished Fulbright Award to Seoul National University, Korea. Obecnie jest emerytowanym Profesorem Architektury (Alumni Distinguished Professor Emeritus of Architecture) w North Carolina State University.

Wykład gościnny na zaproszenie Dziekana WA PW, wygłoszony będzie w języku angielskim.
Wydział Architektury PW | Architecture for Society of Knowledge

 

 

 

Badanie gustów architektonicznych

Błażej Prośniewski, student ISNS UW, szuka respondentek i respondentów do badadania gustów architektonicznych.

Badanie będzie polegało za zrobieniu 10 zdjęć architektury, która wam się podoba i 10 tej, która się podoba. Następnie Błażej będzie rozmawiał o tych wyborach.

Kryteria badanych:

osoby w wieku 20-30 lat, profil wykształcenia matematyczno-przyrodniczy, które a) obecnie mieszkają w zabudowie śródmiejskiej, kamienicy, jednak wychowali się w innym typie zabudowy (bloki, dom jednorodzinny, b) mieszkają w bloku, ale wcześniej mieszkali w kamienicy i/lub domu jednorodzinnym, c) obecnie mieszkają w okolicy willowej lub jednorodzinnej, a wcześniej mieszkali w bloku i/lub kamienicy, d) całe życie mieszkają w okolicy willowej (np. Saska Kępa, stary Żoliborz, czy Mokotów).

Chętne i chętnych prosimy o kontakt: blazej.prosniewski(at)wp.pl

 

 

Komiksowy dzielnicowy Departament Propozycji

 

Relacje z dzielnicowego Departamentu Propozycji rysuje Monika Dzik. Odsłona ursynowska.

c.d.n.