Wpisy - wrzesień 2011.

Kampus SGH będzie nowym centrum Mokotowa

Szkoła Główna Handlowa szykuje się do modernizacji gmachu głównego. Uczelnia chce przy okazji odmienić teren wokół stacji metra Pole Mokotowskie. Prorektor Marek Bryx opowiedział o tym w czasie konferencji zapowiadającej festiwal „Warszawa w budowie”.

Już w najbliższy piątek o tym, jaką rolę w rozwoju Warszawy może odegrać kampus SGH, debatować będą urbaniści i architekci z Europy, m.in. prof. Marek Budzyński, autor projektu BUW-u, Ole Christian Bottheim z uniwersytetu w duńskim Lyngby czy Chris Harding z firmy Building Design Partnership, która projektowała kilka kampusów w Wielkiej Brytanii. Wszystko to pod auspicjami INTA – międzynarodowym stowarzyszeniem urbanistów.

Efektem tej współpracy mają być założenia do konkursu na projekt modernizacji gmachu głównego.

Kampus wart odkrycia

O planach uczelni mówił we wtorek jej prorektor do spraw rozwoju, profesor Marek Bryx. Pretekstem była konferencja prasowa zapowiadająca ruszający już w ten weekend festiwal projektowania miasta „Warszawa w budowie”. Tym razem Muzeum Sztuki Nowoczesnej wciągnęło do współpracy właśnie Szkołę Główną Handlową, a jednym z najważniejszych wydarzeń festiwalu ma być wystawa w Auli Spadochronowej.

- Gdy muzeum zaproponowało nam współpracę, zareagowaliśmy entuzjastycznie. Po pierwsze, dlatego że współpraca ze światem sztuki zwraca uwagę na inny wymiar ekonomii, o którym na co dzień nie myślimy – tłumaczy Bryx. – Po drugie, dlatego że temat mieszkalnictwa, który będzie w tym roku jednym z głównych wątków festiwalu, jest bardzo aktualny i ważny, a dodatkowo bardzo mi bliski (Bryx był jednym z autorów ustawy o mieszkalnictwie – red.). A po trzecie dlatego, że to wspaniały pretekst, by pochwalić się naszym budynkiem – dodał.

Okazja, by zajrzeć do budynku zaprojektowanego w latach 20. przez Jana Witkiewicza Koszyca nadarzy się już w sobotę o 19, w czasie wernisażu wystawy. Niesamowity, przeszklony, piramidowy świetlik Auli Spadochronowej zostanie wtedy oświetlony.

To jednak nie jedyna atrakcja kampusu: - Przedwojenne bedekery warszawskie polecały Warszawiakom koniecznie obejrzenie zespołu gmachów Wyższej Szkoły Handlowej na Mokotowie. Intrygowała forma architektoniczna budującego się od lat dwudziestych kampusu, przyciągały wzrok lśniące w słońcu barwno-złote mozaiki na attykach, fascynowało szklane „akwarium” Biblioteki z niezwykłą, nie mającą precedensu w europejskiej architekturze Czytelnią o przeszklonych kopułach wspartych na drewnianych kolumnach. Zespół gmachów SGH, wpisany dzisiaj do rejestru zabytków, nadal budzi podobne emocje. Warto zatem przyjrzeć się uważnie mokotowskiemu kampusowi, jednej z czołowych w Europie realizacji architektury i designu art déco - pisze na stronach uczelni prof. Marta Leśniakowska z Instytutu Sztuki PAN.

Odmienią kampus i Mokotów?

- To znakomity budynek, bardzo przemyślany, cały czas doskonale spełniający swoją rolę – podrkeśla profesor Bryx. – Ale dziś jest już trochę za mały, a przecież nigdy nie został dokończony.

Pierwotnie miał bowiem zajmować cały teren od ulicy Rakowieckiej aż do Batorego. Tak się jednak nie stało i dlatego od strony skrzyżowania z Rakowiecką wciąż jest pusty narożnik. Po drugiej stronie stoi zaś administracyjny budynek F – wieżowiec, który od kilku miesięcy jest wyłączony z użytkowania. Z przeprowadzonej w czerwcu 2010 roku ekspertyzy wynikało bowiem, że dalsze użytkowanie zagrażałoby bezpieczeństwu.

Uczelnia szuka teraz pomysłu na modernizację budynku (miejscowy plan zagospodarowania nie pozwala na jego rozbiórkę i postawienie czegoś innego). Przy okazji pojawiła się koncepcja powrotu do przedwojennych planów i zbudowania skrzydła od strony Rakowieckiej.

- Nie chcemy kończyć projektu Witkieiwcza Koszyca. Myślimy o nowoczesnych obiektach dydaktycznych, które wpiszą się w charakter kampusu i jego otoczenia – mówi prorektor.

Nie byłaby to pierwsza inwestycja tego typu – w 2007 roku oddano do użytku tzw. Budynek C na rogu al. Niepodległości i Madalińskiego. Teraz SGH myśli o zorganizowaniu międzynarodowego konkursu na projekt modernizacji gmachu głównego. A jej plany idą jeszcze dalej. – Chcielibyśmy przy okazji znaleźć pomysł na cały teren nad stacją metra Pole Mokotowskie. Dziś to tylko punkt przesiadkowy, a przecież mógłby tu istnieć wielki plac miejski, przyjazna przestrzeń, która stałaby się centrum Mokotowa – przekonuje Bryx.

Władze SGH nie mówią na razie ani o terminach, ani o pieniądzach. – Najpierw trzeba wiedzieć, co chce się zbudować. Potem będziemy szukać środków – zapowiada prorektor.

Festiwal rusza w sobotę

Tymczasem już w najbliższy weekend zaczyna się festiwal Warszawa w Budowie. W tym roku poświęcony będzie trzem głównym tematom: planowaniu, partycypacji i polityce mieszkaniowej.

Z pełnym programem obejmującym ponad 60 wydarzeń zapoznać się można na stronie festiwalu. Na niektóre obowiązują zapisy. Nowością jest ich forma – tym razem nie można się z góry zapisać na wszystko. Formularze pojawią się na stronie poświęconej danemu wydarzeniu na 10 dni przed terminem. Warto więc uważnie przejrzeć program, wybrać najciekawsze pozycje i pilnować terminów.

Karol Kobos
dziennikarz, wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Zgłoś swój projekt w ramach dzielnicowego Departamentu Propozycji

 

DEPARTAMENT PROPOZYCJI, TERAZ DZIELNICOWY

Jak co roku każdy może zgłosić swój projekt dla miasta.
Pierwsze propozycje już spływają, zaprezentuje się m.in. projekt re-blok z Targówka

 

Podczas poprzednich edycji festiwalu “Warszawa w budowie” udostępnialiśmy przestrzeń Muzeum Sztuki Nowoczesnej na cotygodniowe sesje mieszkańców. W tym roku chcielibyśmy, by spotkania odbywały się w dzielnicach i dotyczyły lokalnych spraw. Zapraszamy zawsze o 19.00:

5.10 na Pragę, do klubokawiarni Sens Nonsensu, ul. Wileńska 23

12.10 na Ursynów, do klubokawiarni Ursynoff, ul. Szolc Rogozińskiego 1

19.10 na Żoliborz, do klubokawiarni Coco de Oro, ul. Potocka 14

26.10 na Białołękę, do Białołęckiego Ośrodka Kultury, ul.Vincenta van Gogha 1


Departament Propozycji, to cykl spotkań poświęconych Warszawie. Projektowanie architektoniczne, urbanistyczne, wizja, pomysł na udogodnienie, ulepszenie, usprawnienie, upiększenie Stolicy. Prezentacje mogą zgłaszać i przedstawiają wszyscy: mieszkańcy, studenci, artyści, laicy, profesjonaliści. Szalone marzenia, nierealne wizje, proste rozwiązania – wszystko w ramach Festiwalu Projektowania „Warszawa w budowie”.

Departament Propozycji to może być pierwszy krok do zawiązania trwałych inicjatyw, włączenia się w działalność lokalnej organizacji, nagłośnienia projektu wśród sąsiadów i w mediach. Inspirujące są też projekty fantastyczne i humorystyczne.

Zasada jest jedna: przedstawiamy propozycje, nie ograniczamy się do krytyki.

Każda osoba ma 10 minut na przedstawienie swojego projektu. Do dyspozycji są mikrofony, projektor, komputer.

Zgłoszenie powinno zawierać kilkuzdaniowy opis propozycji. Można je wysłać na adres: propozycje@artmuseum.pl

Dotychczasowe propozycje zebrane zostały w książce. W tym roku podczas spotkań rysowane będą komiksy.

Do zobaczenia,
Magda Mosiewicz

PS. Musimy się pochwalić, że w międzyczasie Departament Propozycji został importowany do Krakowa. Nazywa się Miastoprojektor i można go polubić na facebooku.

 

Więcej na temat zeszłorocznej edycji Departamentu Propozycji w tekście Pauliny Capały na ngo.pl.

 

 

Irena Herbst: Nie ma polityki mieszkaniowej

Ula Siemion: W tym roku festiwal Warszawa w Budowie dotyczy między innymi mieszkalnictwa. Obecna sytuacja na rynku mieszkaniowym wynika bezpośrednio z tego, co się działo przez ostatnie 20 lat. Jako Wiceminister Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa (1992-96) przeprowadziła Pani reformę finansowania mieszkalnictwa. Jaka jest Pani opinia na temat tych zmian, które teraz zachodzą w polityce mieszkaniowej naszego kraju?

Irena Herbst: Cała reforma mieszkaniowa po 89’ roku szła w kierunku wprowadzenia rynku, ale także ochrony lokatorów, tylko pod bardzo ważnym hasłem, a mianowicie: ochrona lokatorów czyli pomoc władzy publicznej, zaspokojenie tych potrzeb mieszkaniowych, które są nałożone na gminę, powinna stanowczo unikać uspołecznienia celów ekonomicznych. Bo to jest największa słabość socjalizmu. To znaczy, że w celu pomocy publicznej, kastruje się mechanizm ekonomiczny, czyli racjonalność wyboru decyzji ekonomicznych. Stawka czynszowa powinna być ustalona na takim poziomie, który pozwalałby nie tylko na utrzymanie eksploatacji budynku, w którym te mieszkania są, ale także na odłożenie funduszu remontowego. Gmina odziedziczyła bardzo zniszczony zasób mieszkaniowy, bardzo zdekapitalizowany i żadnych pieniędzy na remonty, ponieważ nikt niczego nie odkładał. Nie było zresztą z czego, bo ta stawka czynszu była symboliczna. To był zgubny profil Gdyby ktoś mnie spytał, co trzeba zrobić w tej chwili, to uwolnić czynsze także w zasobach gminnych, wprowadzić efektywny system dodatków mieszkaniowych. W tej chwili to się nazywa dodatek mieszkaniowy, a wszyscy mówią zasiłek, bo to naprawdę niczego nie załatwia, i na dodatek nie spełnia ani funkcji społecznej ani ekonomicznej. Tymczasem trzeba te dodatki mieszkaniowe zrobić naprawdę mocne, żeby rzeczywiście pomagały, asekurowały. To są takie miękkie resory wprowadzenia reformy ekonomicznej

US: A co pani myśli o przyszłej roli Towarzystw Budownictwa Społecznego? Ja się spotkałam z dużą krytyką TBS-ów.

IH: To jest fantastycznie udany program. One wybudowały ponad 90 tysięcy mieszkań przy bardzo ograniczonych środkach. Dlaczego te TBSy są takie ważne? To przesłanie jest nadal jak najbardziej aktualne; w momencie uruchomienia reform w mieszkalnictwie było też podstawową przesłanką stworzenia całego projektu mieszkań na wynajem o umiarkowanych czynszach. W żadnym kraju nie może istnieć tylko prywatna własność mieszkania. Szczególnie w krajach ubogich, a my jesteśmy krajem ubogim. Dlaczego tak ważne są mieszkania na wynajem o umiarkowanych czynszach?? Dlatego, że wydatek na zakup mieszkania to jest wielokrotność wieloletnich dochodów całej rodziny, a przecież trzeba jeść, podróżować, nie mówiąc o kupowaniu książek, czy uczeniu się. Stąd cywilizacyjny wynalazek – kredyt hipoteczny, pozwalający na rozłożenie zapłaty na zakup mieszkania na wiele lat ( 25- 30 ). Problem polega na tym, że taki kredyt mogą otrzymać ludzie, którzy są wiarygodni kredytowo, więc zawsze własność jest skierowana do względnie zamożnych, a nie do tych uboższych. Co więcej, własność mieszkania nie jest tylko prawem, ale jest też obowiązkiem utrzymania zakupionej nieruchomości, co dodatkowo obciąża dochody właściciela. I  jest to podstawowowa przyczyna, dla której muszą być mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu. I nie ma takiego kraju europejskiego, który tego nie ma. Jeżeli nie ma mieszkań na wynajem, to nie ma mobilności ludzi. W Polsce migracje pomiędzy miastami mają charakter śladowy. Znacznie łatwiej „za pracą pojechać” z Suwałk do Irlandii niż do Poznania, bo w Poznaniu nie ma wystarczająco dużo mieszkań na wynajem o względnie dostępnych czynszach.. Dlatego te 90 tysięcy zbudowanych mieszkań społecznych jest tak ważne i dlatego pomysł, żeby je sprywatyzować jest nie tylko błędem politycznym ale przede wszystkim w sztuce ekonomii.

US: Jakie są możliwości, żeby teraz taki system powstał?

IH: System istnieje, bo istnieje kilkaset TBSów, większość gminnych. Nie ma już kredytów z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego i nie ma na to co liczyć. Dlatego ucieczka z tego jest w partnerstwo publiczno-prywatne, co mniej więcej  może prowadzić do tego samego celu – budowy mieszkań na wynajem będących w dyspozycji miast. Polska może się niechlubnie pochwalić  najwyższym niedoborem mieszkań w Europie, co więcej budujemy najmniej mieszkań na 1000 mieszkańców. Nasza struktura własności jest taka, że mamy 20% mieszkań na wynajem i 80% mieszkań prywatnych. W Holandii jest odwrotnie, blisko 60% mieszkań jest tam na wynajem. W Stanach Zjednoczonych jest ich 25%, w Anglii, gdzie przecież panuje zasada „my home is my castle” jest 35% na wynajem. Nie dziwmy się zatem, dlaczego procesy dostosowawcze na rynku pracy są u nas tak słabe, poziom bezrobocia trwale wysoki a przeciwdziałanie tym procesom – drogie  i  mało skuteczne.

US: W publikacjach z początku lat 90-tych pisała Pani też, że musi powstać instytucja dewelopera jako ta, która obniży koszty budowy mieszkań. Tymczasem teraz mamy taką sytuację, że ci deweloperzy nie tyle obniżają koszty, ile nakładają bardzo duże marże.

IH: To nie jest wina deweloperów. Deweloper to jest zwierze ekonomiczne, rynkowe. Jego normalnym, racjonalnym sposobem działania jest osiąganie jak największych zysków. Problem polega na tym, że mamy rynek producenta. Dlaczego on może podnosić zyski? Dlatego że w Polsce w tej chwili nie jest problemem popyt. Problemem jest podaż mieszkań. Przez całe te 20 lat średnio się liczy, że budowaliśmy 100 tysięcy mieszkań rocznie i nigdy więcej, dlaczego? Dlatego, że 17% gmin w Polsce ma plany zagospodarowania przestrzennego i na pozwolenie na budowę czeka się wiele miesięcy, czasem nawet wiele lat szczególnie w wypadku dużych osiedli, dlatego, że system nadzoru budowlanego jest straszliwie zbiurokratyzowany.  I to powoduje u nas wydłużenie okresu budowania, średnio u nas budowy trwają ponad 5 lat.

US: I to ma związek z tym, dlaczego tak wysoka jest marża dewelopera?

IH: Tak! Dlatego, że nie postawię więcej mieszkań w tym samym czasie i to nie dlatego, że nie ma na nie popytu, tylko dlatego, że fizycznie nie można ich wybudować bo nie ma się na przykład pozwolenia na budowę. Jest taki program Rodzina na swoim, pewnie Pani go zna.

US: Tak, z którego rząd się wycofuje.

IH: I słusznie, bo jeżeli mamy sztywną podaż, a tak jest ze względu na te rzeczy wyżej wymienione uwarunkowania, to każde dodatkowe pieniądze, wydatkowane na wspomaganie  popytu, powodują przede wszystkim wzrost ceny mieszkania a nie wzrost podaży. Dopłacanie do kredytu to było wspomaganie popytu, bo to było zwiększenie wiarygodności przez 8 lat. Dla banków to było ograniczenie ryzyka dla mniej zamożnych. Jeśli ktoś nie zarabiał przez te 8 lat stosunkowo dużo, to łatwiej mu było spłacać raty kredytu. Każda dopłata do tego systemu powoduje, że te pieniądze lądują u dewelopera, ponieważ on i tak więcej nie wybuduje, bo nie może, bo ma sztywną podaż, a popyt ma większy. Co to znaczy, jak popyt jest większy od podaży? Rośnie cena. I w ten sposób deweloperzy osiągają te duże zyski. Taki program pomocy w dochodzeniu do własności mieszkania jest tak naprawdę  programem zwiększenia dochodów banków i deweloperów. Fantastycznie? Raczej smutne.

US: A co może zrobić taka osoba jak ja, która zarabia nieregularnie, nieduże pieniądze i nie jest w stanie wziąć kredytu?

IH: Musi Pani wymusić na gminie żeby zaczęła budować mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu.

US: Ale skąd gmina ma brać na to pieniądze?

IH: Z partnerstwa publiczno-prywatnego, po prostu.

US: Czyli nie ma żadnych planów rządowych dopłat, programów?

IH: Nie. Choć oczywiście powinien być. Wystarczy niewielkie wsparcie dla lokalnych programów budowy mieszkań na wynajem.

US: Ale z określonym czynszem?  Czy ktoś powinien kontrolować wysokość czynszu w takim budownictwie?

IH: Czynsz powinien wynosić tyle, żeby pokryć koszty eksploatacji i pozwalać na tworzenie funduszu remontowego – powinien być nie mniejszy niż 4,5 – 5% wartości odtworzenia. Jednak nie musi być w całości płacony prze lokatora. Stąd właśnie waga odpowiedniego systemu dodatków mieszkaniowych.

US: Podsumowując, czy uważa Pani, że idziemy w dobrą stronę w rozwoju mieszkalnictwa czy raczej jesteśmy w regresie?

IH: Nie idziemy ani w dobrą, ani w złą stronę – stoimy w miejscu. Niestety nie ma żadnej polityki mieszkaniowej.

 

 

Dr Irena Herbst – ekonomistka, wykładowczyni w Szkole Głównej Handlowej. W latach 1992 – 1996 jako Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa była odpowiedzialna za reformę finansowania budownictwa, w latach 2002 – 2005 Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki, Wiceprezes Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego (2005-2006); twórczyni systemu Towarzystw Budownictwa Społecznego, założycielka Centrum Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. Autorka kilkudziesięciu publikacji dotyczących budownictwa mieszkaniowego.

 

Śladami niezrealizowanych wizji Warszawy

Fatamorgana. Miasto niezrealizowanych wizji i śladów tego, co było lub tylko miało być – tak widzą Warszawę organizatorzy tegorocznych warsztatów Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Studentów Architektury. W październiku sprawdzą, co z tych wizji da się jeszcze uratować i – być może – wykorzystać.

Wystawa światowa na Pradze. Dzielnica rządowa między Ochotą a Mokotowem. Plan Pabsta. Decyzja o zburzeniu Warszawy. Decyzja o odbudowie Warszawy. Plan sześcioletni. Zachodnie Centrum Warszawy. Korona wieżowców wokół Pałacu Kultury. Nowy plan dla placu Defilad. Konkurs na otoczenie Stadionu Narodowego. Kolejny plan dla placu Defilad… W liczbie niezrealizowanych planów Warszawa bić może się o rekordy. Nie trzeba być historykiem architektury, by odpowiedzieć na pytanie o ich realizację – niektórych na szczęście, innych niestety nie udało się nigdy dokończyć.

„Międzynarodowe” ulice na Saskiej Kępie i port Praski. Świątynia Opatrzności Bożej. Getto. Pałac Kultury i Nauki. Stare Miasto. Wieżowce przy Emilii Plater. Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Stadion Narodowy… prawie każda wizja zostawiła w mieście jakiś ślad. Materialny lub nie. Budynek lub ideę. Realizację lub ledwie makietę. Odbudowaną lub zdemolowaną dzielnicę. Na szczęście lub niestety – coś się jednak udało.

Z tym fantomowym miastem przyjdzie się zmierzyć 110 studentom architektury z Polski i zagranicy, którzy pod koniec października przyjadą tu, by wziąć udział w warsztatach Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Studentów Architektury.

Wciągają w dyskusje o mieście

Stowarzyszenie OSSA powstało w 1997 roku. Od początku stawiało sobie za cel organizowanie warsztatów na tematy, które zdobywały popularność na świecie, a nie przebijały się jeszcze do oficjalnych programów studiów architektonicznych w Polsce. To między innymi dzięki nim popularność wśród młodego pokolenia architektów zdobywać zaczęły pojęcia takie, jak partycypacja – dziś sprawa zupełnie oczywista, jeszcze kilkanaście lat temu nie była przedmiotem zainteresowania architektów.

- Dziś o miasto spierają się artyści, kuratorzy i działacze społeczni. Ich głos jest bardzo ważny, ale architekci, a zwłaszcza studenci architektury, nie mogą ignorować tych dyskusji. Fachowy głos też jest w nich potrzebny. Chcemy pokazać, że warto się w to angażować – mówi Agnieszka Maga Baryła, jedna z organizatorek OSSY.

- To powinno działać w dwie strony – dodaje Piotr Zbierajewski. – Wiedza społeczników czy obserwacja, jak ludzie reagują na działania artystów, to dla architektów świetny materiał do przemyśleń, równie ważny jak np. zapisy planu miejscowego. Trzeba tylko chcieć i umieć z niego korzystać. Warsztaty mają do tego zachęcić – tłumaczy.

W Warszawie OSSA zagości po raz drugi 23 października tego roku. Organizatorzy połączyli swoje siły z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, które w tym samym czasie organizuje festiwal „Warszawa w budowie”. Uczestnicy warsztatów będą brali udział w festiwalowych wydarzeniach, a warszawiacy będą mogli zapoznać się z wynikami ich pracy.

W poszukiwaniu klucza

A tej będzie naprawdę sporo. Studenci zostaną podzieleni na dziesięć zespołów. Każdy będzie miał swojego tutora. W tej roli wystąpią architekci z Polski i zagranicy, z dużym doświadczeniem, reprezentujący różne podejścia do zawodu. A to oznacza, że każda grupa będzie pracować trochę inaczej.

Wszyscy zaczną jednak od wycieczki po warszawskich obiektach niezaistniałych. – Przytłoczeni tymi wszystkimi niezrealizowanymi wizjami będą musieli znaleźć sposób na uporządkowanie takiej ilości danych; jakiś klucz, coś, co można wykorzystać, by poprawić jakość życia we współczesnym mieście – tłumaczą ideę warsztatów ich organizatorzy.

- Celem nie jest tworzenie konkretnych projektów, które miałyby potem zostać zrealizowane. To raczej pretekst, by pokazać studentom, jak pracują doświadczeni architekci i z jakich narzędzi można korzystać – dodają.

Parametryczna fatamorgana

Jednym z takich narzędzi, które zdobywa coraz większą popularność, jest projektowanie parametryczne, stosowane już nie tylko do obliczania skomplikowanych konstrukcji (takich jak np. dach Złotych Tarasów), lecz także do projektowania całych osiedli czy miast.

- Dziś takie badania można prowadzić na domowym komputerze, w programie niewiele bardziej skomplikowanym od edytora tekstu. Ale to wciąż nowość, choć na świecie już się tak projektuje. Tak powstał plan dzielnicy olimpijskiej w Londynie – mówi Zbierajewski.

Londyn ma jednak własny ośrodek naukowy CASA, który zebrał i przeanalizował dane, a te posłużyły potem do przygotowania projektu wioski olimpijskiej na 2012 rok. W Warszawie górę wzięła tradycja – opracowano kolejną wizję, a następnie zrealizowano tylko mały fragment: stadion, który będzie otoczony polem wysypanym żwirem.

>> WIĘCEJ O WARSZTATACH NA BLOGU OSSA 2011 <<

Karol Kobos
dziennikarz, wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Warszawa w budowie 3: Powrót do miasta

Startował jako festiwal designu. W ciągu trzech edycji ewoluował w najważniejszą „gadaninę” o mieście. Festiwal „Warszawa w budowie” znów zaprasza do zwiedzania, proponowania i dyskutowania. Będzie miejsko, politycznie i ekonomicznie.

W siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej przy Pańskiej 3 coraz większy ruch i coraz lepiej wyczuwalne napięcie. Wielkimi krokami zbliża się październik, a z nim kolejna edycja festiwalu „Warszawa w budowie”. Powstał dwa lata temu, jako element starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, a po porażce w tym wyścigu może się okazać jego najtrwalszym efektem. Na stałe wpisał się już bowiem w krajobraz „rozgadanego” miasta, jakim stała się w ostatnich latach Warszawa.

Program znów jest bardzo bogaty i trudny do ogarnięcia. – To 65 wydarzeń w ciągu 31 dni, zorganizowanych wokół czterech głównych zagadnień – zapowiada Sebastian Cichocki z MSN. Planowanie i partycypacja to zagadnienia obecne w programie festiwalu od samego początku. Wpływy zagranicznych doświadczeń polskich architektów na ich twórczość, to kontynuacja tematu sprzed roku. – Wtedy opowiadaliśmy o tym, co polscy architekci okresu PRL wnieśli do architektury krajów afrykańskich i bliskowschodnich. Teraz odwracamy perspektywę, ale dalej obracamy się w podobnym obszarze – mówi Sebastian Cichocki z Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

Czwartym tematem będzie polityka mieszkaniowa. Kwestia, która niespodziewanie staje się właśnie jednym z głównych wątków kampanii wyborczej, będzie osią festiwalu. – Przyszedł kryzys, zaczęła się kampania wyborcza i nagle okazało się, że ten temat jest więcej niż aktualny. Mieliśmy dobrą intuicję, gdy pół roku temu zaczynaliśmy planować program – zauważa Tomasz Fudala z MSN.

Powrót do miasta

- Chcemy odczarować takie pojęcia, jak spółdzielczość czy działacz społeczny. Zamierzamy pokazać, że mieszkanie nie musi być towarem. Że w ramach obowiązującego prawa, bez wyciągania ręki po publiczne pieniądze, można własne mieszkanie zdobyć inaczej, niż tylko biorąc kredyt na 30 lat – mówi Fudala, który nie ukrywa, że temat mocno go wciągnął.

- Zaczęliśmy spotykać się z działaczami ruchów lokatorskich, którzy, trochę na własne życzenie mają łatkę oszołomów, co to przychodzą na sesję rady miasta z transparentami. Okazuje się, że za tym wizerunkiem kryje się realna alternatywa, która nie może się przebić w publicznej dyskusji. Chcemy dać lokatorom głos – deklarują kuratorzy z MSN.

Ten głos zabrzmieć ma w dodatku w zaskakującym miejscu. Nie w muzeum, lecz… w auli spadochronowej Szkoły Głównej Handlowej. Dlaczego właśnie tam? – Po pierwsze dlatego, że kampus tej uczelni to fantastyczne miejsce, które znają dziś właściwie tylko studenci. Warszawiacy, nawet mieszkańcy Mokotowa się tam nie zapuszczają i nie wiedzą, że to wspaniała przestrzeń. Miasto w mieście, które warto zobaczyć – przekonuje Fudala.Niestety, dziś tę przestrzeń zastawiają samochody, ale uczelnia chce rewitalizować teren. – Chcą przywrócić go miastu, zrobić z SGH taką bramę między Mokotowem, a Śródmieściem. A hasłem tegorocznego festiwalu jest „Powrót do miasta”, rozumiany przede wszystkim jako powrót do podstawowych miejskich problemów, które są osią festiwalu. – mówi Fudala.

Ekonomiści kontra lokatorzyGłówna wystawa festiwalu, którą muzeum szykuje właśnie na SGH, ma stawiać pytania właśnie o te zagadnienia: o lepsze i tańsze mieszkania, ład przestrzenny i zaangażowanie mieszkańców. I pokazywać dorobek, który udało się wypracować w ciągu pół roku grupom roboczym, które MSN zaprosiło do analizowania problematyki festiwalowej.

Czy w mekce wolnorynkowego myślenia uda się zrobić wyłom? – Chcemy namówić studentów na udział w warsztatach, np. na temat spółdzielczości. Pokazać, że można na przykład założyć spółdzielnię i budować domy bez płacenia marży deweloperowi. I że to nie jest sprzeczne z wolnym rynkiem, że nie musi oznaczać powrotu do poprzedniej epoki. To samo z planowaniem, które wciąż kojarzy się źle, a jest niezbędne, by poprawiła się jakość życia w mieście – przekonuje Fudala.

Jego zdaniem, kryzys ekonomiczny dobitnie pokazał, że także w ekonomii potrzebne są nowe perspektywy. Liczy więc na podatny grunt.

Dzieci budują, dorośli gotują

Ostre spory z kampanią wyborczą i wielką polityką w tle nie będą jednak jedynym wątkiem festiwalu. Duża część programu przygotowana została w oparciu o propozycje mieszkańców Warszawy, zebranie na wiosnę. Będą więc piesze, rowerowe i autokarowe wycieczki po mało znanych częściach miasta i jego okolicach, np. Wólce Kosowskiej, Kępie Zawadowskiej czy po ogródkach działkowych.

Ciekawie zapowiadają się wydarzenia na osiedlu Sady Żoliborskie, które obchodzi właśnie swoje pięćdziesięciolecie. Swoje podwoje otworzą tamtejsze pracownie artystów. Jeden z paneli odbędzie się w prywatnym mieszkaniu, które zachowało pierwotny charakter. Do wspomnień sprzed pół wieku nawiążą też warsztaty… kulinarne. – Starzy Żoliborzanie wspominają wspólne robienie przetworów z owoców z sadów. Razem z kucharzem Grzegorzem Łapanowskim zaprosimy ich do parku, zwanego przez mieszkańców klubem i zorganizujemy tam wspólne gotowanie – zapowiada Marcel Andino Velez z MSN.

Nie zabraknie też zajęć dla dzieci. – Wcielimy w życie ideę autorki projektu Sadów, Haliny Skibniewskiej. Postulowała, żeby dzieci nie bawiły się zabawkami, tylko cegłami, deskami; żeby budowały. Tak też stanie się w tym roku na Żoliborzu – zapowiada Andino Velez.

Z kolei na Służewie zwiedzać będzie można… prywatne balkony. Architekci krajobrazu opowiedzą o tym, jak zastąpiły one mieszkańcom miasta przydomowe ogrody i pokażą najciekawsze przykłady.

Propozycje dla czterech dzielnic

Jak w poprzednich latach, działać będzie też festiwalowy Departament Propozycji. – Zdecydowaliśmy się zmienić jego skalę. Zamiast debatować o rozwiązaniach ogólnomiejskich, będziemy dyskutować o problemach czterech dzielnic: Żoliborza, Ursynowa, Pragi Północ i Białołęki. Udało nam się zaprosić do tego lokalne władze. Razem z nimi będziemy analizować lokalne problemy, takie jak przebieg dróg czy wywóz śmieci.

Będą też pokazy filmów, wykłady i spotkania m.in. z Helmutem Jahnem, Konstantym Grcicem, Marc’iem Sandsem, Ryanem Garderem. No i oczywiście wykłady oraz dyskusje. Szczegółowy program ma być dostępny za kilka dni.

OSSA szuka fatamorgany

Równolegle z festiwalem, na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej odbędą się warsztaty Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Studentów Architektury. Ich tematem będą warszawskie fatamorgany – wielkie wizje miasta, które nigdy nie zostały zrealizowane – i to, czy miasto może z nich dziś w twórczy sposób skorzystać. OSSA i MSN postanowiły zawiązać współpracę i połączyć dwa wydarzenia, tak by uczestnicy warsztatów mogli skorzystać z programu festiwalu, a jego publiczność – przyjrzeć się efektom prac. Warsztaty, które w Warszawie ostatni raz gościły 8 lat temu, odbędą się w ostatnim tygodniu października.

Karol Kobos
dziennikarz, wydawca portalu tvnwarszawa.pl

Jak sprawić, by mieszkanie było dostępne dla zwykłego człowieka?

Jak sprawić, by mieszkanie było  dostępne dla zwykłego człowieka? Jak stworzyć alternatywę dla modelu: zabójczy kredyt + mieszkanie na strzeżonym osiedlu? Ile interwencji państwa, ile rynku? Czy rozwiązaniem mogą być spółdzielnie z prawdziwego zdarzenia? Oraz: dlaczego o tym się nie mówi?

 

 

W imieniu warszawskiego koła Zielonych 2004 i Krystiana Legierskiego, radnego Miasta Warszawy
ZAPRASZAMY NA KONFERENCJĘ: PRAWO DO MIESZKANIA

23 września (piątek) w godz. 12.00 – 17.00, Nowy Wspaniały Świat, ul. Nowy Świat 63 w Warszawie.

 

Program

12:00

Powitanie
Krystian Legierski, Rada Miasta Warszawy
Thomas Stähli, Ambasada Szwajcarii

 

12:15-13:45

1. Ile interwencji państwa, ile rynku? Przykłady polityki mieszkaniowej z Austrii, Niemiec, Szwajcarii
paneliści:
Gerhard Jordan – Rada Miasta Wiednia
Reiner Schendel – spółdzielnia Stattbau Hamburg
Jan Strumiłło – architekt MAS ETH
prowadzenie: Magda Mosiewicz, Zieloni

 

14:00-15:30

2. Jak zwiększyć dostępność mieszkań w Polsce? Spółdzielnie, partnerstwo publiczno-prywatne, TBS?
paneliści:
Maciej Czeredys, Piotr Topiński – architekci – inicjatorzy projektu warszawskiej mikrospółdzielni mieszkaniowej
dr Irena Herbst – Centrum Partnerstwo Publiczno-Prywatnego
dr Alina Muzioł Węcławowicz – Politechnika Warszawska, Instytut Gospodarki Przestrzennej
prowadzenie:
prof. Jolanta Supińska, Instytut Polityki Społecznej, Uniwersytet Warszawski

 

15:30-17:30

3. Realizacja polityki mieszkaniowej w Warszawie
paneliści:
Beata Wrońska, Marek Goluch, Biuro Polityki Lokalowej UM
Paweł Pawłowski, Biuro Obsługi Inwestorów UM
prowadzenie: Joanna Erbel, Duopolis, Krytyka Polityczna

 

Konferencji towarzyszy wystawa “Nowoczesna demokracja bezpośrednia. Dialog polsko-szwajcarski”
Patronem honorowym jest Ambasada Szwajcarii w Warszawie
Partnerem medialnym jest magazyn Zielone Wiadomości

 

Temat mieszkalnictwa będzie kontynuowany podczas festiwalu Warszawa w budowie 3.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Parkowózek przemierza Warszawę


16 września w wielu miastach świata odbywa się dzień park(owania) – Park(ing) Day. Miejsca parkingowe są wtedy zamieniane na miniparki, żeby pokazać, że fragmenty miasta, co do których przyzwyczailiśmy się, że służą tylko i wyłącznie do parkowania samochodów mogą zostać wykorzystane inaczej: jako zielone miejsca rekreacji, gier miejskich, parkingi rowerowe czy przestrzenie minikoncertów. Od trzech lat, dzięki inicjatywie Krzysztofa Hermana, Park(ing) Day odbywa się również w Warszawie. W 2009 roku, po raz pierwszy w Warszawie (i w Polsce) rośliny zostały zaparkowane na płatnych miejscach parkingowych na ul. Złotej, a następnie rogu ulic Marszałkowskiej i Nowogrodzkiej. Miejsca zajęte przez samochody zamieniły się w miejsce pikników i koncertów. Zagrali Paula i Karol, oraz wystąpił też Kuba Słomkowski. Rok temu, warszawski Park(ing) Day przybrał mobilną formę. Organizatorzy nie tyle zajmowali miejsca parkingowe, co zdecydowali się zabrać rośliny na spacer. Pod Muzeum Sztuki Nowoczesnej zorganizowano zbiórkę roślin, które następnie troskliwie wożono po Warszawie. Pod koniec dnia rośliny wróciły do swoich właścicieli.

W tym roku miało już nie być Park(ing) Day. Jednak stało się inaczej. Impulsem stała się rozbiórka pawilonu M3 na Służewiu i pozostałe po nim części. Konkretnie – ruchoma kuchnia, która zamiast na śmietnik trafiła do kolejnego projektu. Bezużyteczny obiekt został zrecyklinkowany przez Krzysztofa Hermana, Ewę Ostrowicką oraz Michała Fogla. Jak rok wcześniej powstała mobilna konstrukcja do przewozu roślin. Została pomalowany w narodowe barwy i ochrzczona nieoficjalnym parkowozem polskiej prezydencji w Radzie EU. Przez piątkowe popołudnie parkowóz poruszał się po Śródmieściu: od ulicy Złotej, gdzie odbyła się polska inauguracja Park(ing) Day dwa lata wcześniej, przez krótki postój przy ulicy Brackiej na przeciwko Traffica, aby na koniec stanąć w rogu placu Konstytucji na wysokości InfoQultura. Finałem akcji była projekcja Pandoryle (zdjęcia fotografów ze szkoły z Instytutu Twórczej Fotografii z Opavy) oraz, zupełnie spontanicznie, krótkometrażowy film Grzegorza Brzozowskiego „Stolarz” (Grzegorz jest jednym z tych reżyserów, którzy zawsze mają swoje filmy przy sobie!)

Parkowóz będzie można zobaczyć jeszcze raz 2 października przy domu kultury na Służewie (spotkanie dot. balkonów i wycieczka w ramach WWB3).

Joanna Erbel

fot. Joanna Erbel


fot. Joanna Erbel, Krzysztof Herman

„Tłocznia” teraz w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

W dniach od 9 do 18 września Muzeum Sztuki Nowoczesnej przyjmuje pod swoim dachem projekt „Tłocznia”. Jest to inicjatywna warszawskich licealistów oraz studentów pierwszych lat, którzy działają na rzecz zwiększenia zaangażowania młodych ludzi w życie miasta. Ich obecność w MSNie obejmować będzie gry miejskie, warsztaty, cykl debat oraz wiele innych aktywności, które będą otwarte dla szerokiej publiczności. W ramach obecności w MSNie „Tłocznia” planuje organizować zajęcia zarówno w pomieszczeniach muzeum, jak i w przestrzeni miejskiej. Organizatorzy chcą m.in. przeprowadzić nocną grę miejską związaną z warszawskimi neonami, umożliwić uczestnikom współtworzenie koncertu, który odbędzie się na zakończenie, a także zorganizowanie wspólnego śniadania, w trakcie którego uczestnicy będą mogli wymienić się opiniami na temat funkcji przestrzeni miejskich oraz ich problemów. Poza tym planowane są panelowe dyskusje, do których zaproszeni zostaną specjalni goście.

Zajęcia prowadzone przez „Tłocznię” będą zróżnicowane, jednak ideą spinającą je wszystkie jest to, aby wykształcić w uczestnikach umiejętność nieszablonowego spojrzenia na miasto, a także spostrzegania problemów oraz ich rozwiązywania. Podobnie, jak w przypadku wcześniejszych akcji, ważnym aspektem zajęć będzie zwrócenie uwagi na to, ile może w mieście oraz dla miasta zrobić licealista.

„Tłocznia” powstała w roku 2010 na warsztatach Fabryki Energii Społecznej jako projekt tworzony przez młodzież dla młodzieży. Jej zadaniem jest pomaganie osobom w młodym wieku w realizacji własnych projektów oraz wspieraniem ich aktywności obywatelskiej. Z dotychczasowych inicjatyw organizowanych przez „Tłocznię” uwagę zwracają w szczególności projekt „Stalowa 14”, w którym organizatorzy wspólnie z mieszkańcami zrewitalizowali jedno z podwórek przy ulicy Stalowej oraz trzydniowe warsztaty dla licealistów, poświęcone staraniom Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. „Tłocznia” jest zespołem prężnym i licznym. W jej skład wchodzi blisko 50 osób. Wszyscy są studentami lub jeszcze licealistami. Wszyscy mają smykałkę do animowania przestrzeni poprzez kulturę i wierzą w to co robią. Nie są jednak tylko grupą inicjatywną, która chciałaby coś zrobić, ale nie potrafi się zorganizować. Każdy członek „Tłoczni” przydzielony jest do odpowiedniej sekcji, która zajmuje się innymi działaniami lub innymi inicjatywami. Daje to grupie strukturę podobną do korporacyjnej, co ułatwia pracę. Dotychczas „Tłocznia” spotykała się codziennie w „Warsztacie” przy pl. Konstytucji 4, gdzie miała swoją tymczasową siedzibę. Teraz przeniesie się do miejsca, w którym de facto powstała (warsztaty Fabryki Energii Społecznej miały miejsce właśnie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej).

Działalność „Tłoczni” w MSNie będzie miała charakter festiwalu, jednak swoją perspektywą wychodzi nieco dalej. „Głównym celem projektu „Tłocznia” jest stworzenie biura projektowego połączonego z kawiarnią, które będzie miejscem, w którym młodzież spotka się z biznesem, organizacjami pozarządowymi oraz władzami lokalnymi” – wyjaśnia Jakub Supera, główny koordynator projektu – „Chodzi nam o stworzenie miejsca, w którym udałoby nam się przekuć kapitał towarzysko-sąsiedzki młodzieży w kapitał stowarzyszeniowo-obywatelski. Nasza obecność w MSNie stanowić będzie symulację tego projektu, który chcemy dalej realizować.”. Można zatem powiedzieć, że obecność „Tłoczni” w MSNie będzie namiastką tego, co jej członkowie będą chcieli stworzyć w przyszłości. Jest to skądinąd interesujące, że chcąc stworzyć miejsce, które będzie zbierało osoby z pomysłami i będzie animowało przestrzeń miasta, członkowie grupy zdecydowali się na założenie kawiarni. Jak uważa Supera: „Kawiarnia ściąga ludzi, którzy są potencjalnie zainteresowani działaniem, choć nie muszą nic robić. Dzięki ich obecności, nawet przypadkowej, tworzy się potencjał na przyszłość, żeby zaangażować kiedyś takich ludzi w projekty”. Ponadto kawiarnia jest miejscem, które udostępnia zaplecze nie tylko na działania, ale również na spotkania, szkolenia etc. Jest to również dobra okazja na zapoznanie się z problemami prowadzenia biznesu.

Przykład „Tłoczni” pokazuje, że w Warszawie nawet osoby stosunkowo młode (licealiści, studenci pierwszych lat) są w stanie zrobić coś, jeśli tylko chcą. Starają się przekonać, iż nie ma znaczenia, czy jest się bogatym, czy jest się stąd, czy spoza stolicy, ważna jest „chęć zrobienia czegoś” – to podstawowe hasło członków „Tłoczni”. Nie mają oni zapędów politycznych, są zwartą grupą znajomych, która chce pokazać, że każdy młody człowiek, jeśli chce, to może w Warszawie zrealizować swój projekt. Dlatego realizują je sami oraz pokazują przy tym innym, w jaki sposób można tego dokonać.

Wojciech Kacperski


Posłuchaj jak służewiecka Smródka gra na pozytywce

 

Od soboty do 12 września nad rzeką Smródką w Dolince Służewieckiej można słuchać tropikalnych rytmów wybijanych przez wielkowymiarową pozytywkę. Autorami Quantum, jak przewrotnie nazywa się muzyczna maszyna, są Trond Nicholas Perry, norweski artysta, który od 3 lat mieszka w Polsce i Agata Sander, architektka z biura Marka Budzyńskiego.

„Zazwyczaj najpierw masz instrument i za jego pomocą komponujesz melodię. Tutaj najpierw powstała melodia, a potem musieliśmy stworzyć instrument, który by pasował zarówno do niej, jak i do rzeki.” – opowiadają autorzy instalacji – „Niezwykłe w tym projekcie jest to, że musimy się odnieść do części natury, której tak naprawdę nie kontrolujemy, w tym sensie jest to projekt bardzo mocno zorientowany na otoczenie. W tej instalacji wszystko jest właściwie zdefiniowane nie przez nas, ale przez to, co nas otacza. Dlatego dźwięk, który skomponowaliśmy, jest nieco tropikalny, mieliśmy przed oczami obraz lata w Dolince, rzeki, bujających się traw.  Od pierwszego momentu byliśmy zainspirowani tym strumieniem. Czuliśmy, że jest to źródło tożsamości dla całej tej okolicy i źródło energii dla całej tej zieleni. Smródka jest prawie jak osoba, robi, co chce i bywa czasem naprawdę trudna, więc tak naprawdę robiliśmy ten projekt w trójkę. Mieliśmy nadzieję, że nasz projekt wywoła po prostu uśmiech na twarzach spacerujących tutaj ludzi.”

Efekt wakacyjnego relaksu zdecydowanie udało się osiągnąć. Quantum wywoływał bardzo pozytywne komentarze ze strony zarówno mieszkańców okolicznych bloków jak i kulturalnych wyjadaczy: – Jest przepiękny, taki prosty i poetycki zarazem. – oceniła Bogna Świątkowska. Równocześnie w okolicach pawilonu M3 otworzyły się jeszcze dwie mini-instalacje. Tajemniczy projekt 0,01m3, autorstwa Tomasza Gancarczyka z Centrali zawisł na drzewie. Nad pawilonem natomiast powiewają balony, Platforma widokowa, instalacja Marka Happacha i Iwo Kęsego. Nie będziemy zdradzać wszystkich szczegółów, zachęcamy natomiast, żebyście odwiedzili Dolinkę Służewiecką i poleniuchowali jeszcze wakacyjnie w rytm tropików.

Ula Siemion

 

 


pozytywne dźwięki przyciągają do rzeki, na pierwszym planie Trond Nicholas Perry i Agata Sander

 

Quantum jest „wyłączany” na noc, z prądem spływają nie tylko patyki i trawa, które mogą zablokować koło, ale również szczury wodne, co dowodzi, że złe imię Smródki jest tylko wspomnieniem dawnych czasów

 

nieustająca kolejka do instalacji 0,01m3

 

latająca Platforma widokowa nad pawilonem M3


 

Film o Quantum [obejrzyj tu]

zdjęcia i film: Ula Siemion

 

 

Instalacje są częścią projektu M3 zrealizowanego przez Stowarzyszenie Odblokuj, w ramach festiwalu Warszawa w Budowie 3.


Zaprojektuj balkonowy park kieszonkowy

Potrzeba posiadania i uprawiania kawałka ziemi – ogrodu, jest być może najistotniejszym czynnikiem wpływającym na “rozlewanie się miast”. Dla mieszkańców wielkomiejskich osiedli jednym z “zamienników” ogrodu, obok działek czy ogrodów wspólnotowych, może być balkon. Jednak w nowych blokach, rzadko zauważamy balkony funkcjonujące jako ogród czy jako miejsce rekreacji. Zamiast tego na balkonach straszą rdzewiejące rowery, drabiny, paczki kafelków po remoncie kuchni z przed kilku lat. Czasami znajdzie się smutna, pojedyncza, zbrązowiała tuja. Co więcej, niektóre spółdzielnie wprowadzają restrykcje dotyczące możliwości ozdabiania balkonów  (http://www.mmkielce.eu/artykul/piekno-nie-zawsze-pozadane-dziwny-zakaz-na-slichowicach-162350.html). Wśród wielu mieszkańców bloków dominują uprzedzenia wobec zieleni (rośliny na balkonie = robaki w mieszkaniu, vide komentarz pod w/w artykułem: „śliczne są kwiaty, wiadomo upiększają. Ale balkon to nie działka, ludzie leją wodę a to dla murów jest niezdrowe, po drugie do mieszkań wchodzi robactwo).

Balkony budują formę fasady budynków, kształtują przestrzeń publiczną będąc tą jej częścią, na którą my, mieszkańcy bloków mamy największy wpływ. Stanowią one także przedłużenie prywatnej domeny mieszkania. Bywają ogrodem.

Balkony powstałego w latach 70-tych Osiedla Służew nad Dolinką są prawdopodobnie najbardziej charakterystycznym detalem architektonicznym blokowisk południowej Warszawy. Są one też wraz z ze swoimi odpowiednikami z bloków z Osiedla Torwar najbardziej rozpoznawalnymi warszawskimi balkonami. Spółdzielnia Służew nad Dolinką organizuje co roku konkurs na najpiękniejszy balkon (http://www.smsnd.pl/konkurs_balkonowy_1.html), my – projektanci, architekci, architekci krajobrazu możemy wiele się nauczyć od balkonowych hobbystów.

Dlatego też chciałbym zaprosić Was na spotkanie dotyczące ogrodów na balkonach i wycieczkę po osiedlu Służew nad Dolinką (2.10.2011, Dom Kultury Służew). Wraz z balkonowymi ogrodnikami-hobbystami będziemy poszukiwać najciekawszych i najładniejszych zielonych balkonów. Zobaczymy jak dekorowane są balkony bloków z lat 70-tych i te z nowych, strzeżonych osiedli. Porozmawiamy o rozwiązaniach projektowych,  porównamy ich wielkość, sposób użytkowania i znaczenie w kształtowaniu przestrzeni wspólnych osiedla.

Chciałbym też abyśmy – jako uczestnicy festiwalu zmierzyli się z zaprojektowaniem balkonowego parku kieszonkowego – miniaturowej przestrzeni rekreacji, aktywności, wypoczynku, zabawy. Zapraszam was do wykonania ćwiczenia projektowego.

 

Ćwiczenie projektowe przeprowadzamy na dowolnym służewskim balkonie, wszystkie one (te w blokach z lat 70-tych) są w zasadzie takie same: mają 4,8m2 i wymiary 234 x 207 cm.

Gdybyście mieszkali na Służewie, jak wyglądałby wasz balkon? Szukamy nieszablonowych wypowiedzi, wskazujących nietypowe, urozmaicone pomysły na wykorzystanie niewielkiej przestrzeni balkonu.

Projekty, wizualizacje, rysunki zostaną zaprezentowane w trakcie spotkania
z mieszkańcami Służewa i uczestnikami festiwalu Warszawa w Budowie 3 (2.10.2011 godz. 14). Każdy z autorów będzie mógł opowiedzieć o swoim pomyśle oraz skonsultować go z służewskimi hobbystami balkonowymi oraz architektami krajobrazu z SGGW.

Osoby zainteresowane udziałem w ćwiczeniu, prosimy o kontakt na adres mailowy (balkonyWWB3@gmail.com).  W wiadomości zwrotnej dostaniecie plik .tiff lub .ai z planem balkonu oraz zdjęcia balkonów, które mogą posłużyć przy tworzeniu wizualizacji komputerowej lub rysunku.

Projekty (1-3 strony dostosowane do prezentacji w Power Poincie) należy przesyłać do 01.10.2011 na adres mailowy: balkonyWWB3@gmail.com

Pobierz broszurę!


Krzysztof Herman